Wiosną tego roku trafił do Szczecina na wypożyczenie i okazał się nieodzowny, choć nie idealny – Attila Szalai rozegrał 14 meczów Ekstraklasy od pierwszej do ostatniej minuty i zrobił pozytywne wrażenie.
Ma swoje grzeszki na sumieniu (np. nie wyszło mu żadne krosowe podanie w ciągu 1260 minut gry) i w żadnej metryce nie bryluje. Ale z drugiej strony stworzył kolegom trzy okazje strzeleckie, a sam uderzał sześciokrotnie. Efekt to uśredniona nota Flashscore 6,5 po rundzie wiosennej – całkiem przyzwoita dla zawodnika uczącego się nowej ligi, choć wartość jego gry wahała się z meczu na mecz.
Po sezonie 2025/26 wiadomo było, że Pogoń spróbuje go zatrzymać. Jednak szacowana wartość blisko 2 mln euro i rok umowy w Hoffenheim były przeszkodą. Ostatecznie pomogła determinacja samego piłkarza, który wynegocjował wcześniejsze zakończenie umowy i podpisał w czwartek kontrakt do 2029 roku z Pogonią, z możliwością przedłużenia o 12 miesięcy.
Piłkarz uzyskał dzięki temu dobre warunki, a Pogoń – według niemieckich mediów – ma zapłacić skromną kwotę za swojego nowego obrońcę. Regularnie grający w reprezentacji Węgier obrońca okazał się niezłym nabytkiem dla Portowców, za to w niemieckim klubie nie będą tęsknić.
Pozyskali go za ponad 12 mln euro z Fenerbahce, a przed odejściem za „półdarmo” rozegrał dosłownie pięć meczów w Bundeslidze i Pucharze Niemiec łącznie. Zdecydowanie więcej grywał na wypożyczeniach, kolejno do Freiburga (tu tylko trzy spotkania), Standardu Liege i Kasimpasy.

