Jagiellonia prowadziła do przerwy 2:0 po bramkach Kajetana Szmyta i Ousmana Sow. Bramkę dla Śląska zdobył w końcówce meczu z rzutu karnego Piotr Samiec-Talar.
"Uważam, że do sytuacji z rzutem karnym mieliśmy pełną kontrolę nad spotkaniem i dobrze nim zarządzaliśmy, ale wiadomo, że gdy przy 2:0 tracisz gola w takim fragmencie meczu, to zawsze się zrobi trochę pikantnie, jeżeli chodzi o atmosferę spotkania" - mówił Siemieniec.
"Musieliśmy trochę pozarządzać zmianami i ustawieniem po to, żeby już nie stracić gola i wygrać spotkanie. I tak się też stało" - dodał.
"Ale liga jest trudna, bo widzimy, jak punktują zespoły u góry. Jeżeli chcemy cały czas trzymać kontakt z czołówką, to musimy wygrywać spotkania, tym bardziej teraz, gdy jeszcze nie jesteśmy obciążeni intensywnością rozgrywek europejskich" - dodał trener Białostoczan.
Trener Śląska Wrocław Ante Simundza przyznał, że kluczowa była pierwsza bramka w meczu i sposób, w jaki jego zespół ją stracił. Komplementował Jagiellonię, ale też ocenił, że - biorąc pod uwagę, jak jego zespół zaprezentował się w Białymstoku - może on rywalizować na poziomie polskiej ekstraklasy.
Jak mówił, Jagiellonia miała dużo jakości, to zespół, który gra w europejskich pucharach i w pierwszej połowie trudno było jego drużynie z nią rywalizować. Przyznał, że zdobycie bramki kontaktowej wyzwoliło w jego piłkarzach dodatkową energię.
"Jestem zadowolony z tego, jak zareagowaliśmy jako drużyna, dlatego uważam, że jesteśmy w stanie rywalizować na poziomie ekstraklasy" - dodał.
Pytany o kontuzję lidera Śląska Piotra Samca-Talara poinformował, że pierwsze diagnozy wskazują na złamanie ręki. "Pojedzie do szpitala, wtedy lekarz przekaże nam dokładniejsze informacje" - dodał Simundza.
