W poprzedniej kolejce Śląsk zmierzył się z Motorem na wyjeździe i chociaż dwa razy wychodził na prowadzenie (1:0, 2:1), to wyjechał z Lublina z niczym. Była to już piąta porażka z rzędu Wrocławian, która zepchnęła ich do strefy spadkowej. W mediach pojawiły się informacje, że w takim wypadku najbliższe spotkanie z Wieczystą może być "meczem ostatniej szansy” dla Simundzy.
"Taka jest profesjonalna piłka nożna, że gdy wyniki nie są satysfakcjonujące, to najbardziej odpowiedzialny jest trener. Mam doświadczenie w tego typu sytuacjach i wiem, jak się zachować. Cały czas wierzę w ten sztab szkoleniowy oraz w tych zawodników i wierzę, że jesteśmy w stanie osiągnąć cel, jaki sobie stawialiśmy przed sezonem" – skomentował na przedmeczowej konferencji zaistniałą sytuację Słoweniec.
Tym celem jest utrzymanie w ekstraklasie, bo wszyscy w klubie zdawali sobie sprawę, że początek sezonu - ze względu na mało łaskawy terminarz - może być trudny, ale po przerwie na mecze reprezentacji zespół miał już regularnie punktować. Nie tylko nie punktuje, ale gra wygląda znacznie gorzej niż na starcie rozgrywek.
"Zadawałem sobie pytanie, dlaczego drużyna nie pokazuje podczas meczów jakości, którą widać na treningach, dlaczego nie gra tak, jak na początku sezonu. To są jakby dwa zupełnie inne zespoły. Czy znalazłem odpowiedź? Dowiemy się w niedzielę podczas meczu. Najważniejsze jest, aby drużyna wierzyła w siebie, aby każdy zawodnik wierzył, że może pokazać więcej na boisku" – dodał Simundza.
Słoweniec był już zagrożony zwolnieniem na początku roku kalendarzowego, kiedy start rundy wiosennej w 1. lidze nie był taki, jak sobie tego życzyli włodarze klubu i kibice. Wówczas działacze wytrzymali presję i kilka miesięcy później Wrocław świętował powrót do ekstraklasy.
"To dwie zupełnie inne sytuacje. Wtedy byliśmy jednym z kandydatów do awansu, a teraz walczymy o utrzymanie. Różnica jest duża. Nie obawiam się zwolnienia i, powtarzam, wierzę w tę drużynę i w tych zawodników" – nadmienił trener.
Skomentował też swoje zachowanie i reakcje na stracone gole, po których na jego twarzy często rysuje się załamanie.
"Jestem po prostu czasami zaskoczony tym, co widzę na boisku. Ta drużyna, ci zawodnicy na treningach prezentują zupełnie inny, wyższy poziom. Ja wiem, że trening to trening, a mecz to mecz, ale po to ćwiczymy, aby te zachowania, schematy przełożyć później na spotkanie o punkty" – tłumaczył.
Wieczysta w tabeli nie prezentuje się wiele lepiej od Wrocławian, bo ma zaledwie dwa punkty więcej i jest tuż nad strefą spadkową.
"Rozmawiałem z wieloma osobami w klubie, ale nie dostałem żadnego ultimatum przed pojedynkiem z Wieczystą" – zapewnił Simundza.
Początek meczu Śląsk – Wieczysta w niedzielę o godz. 12.15.
