Radomiak Radom - Lech Poznań (1:3)
Spotkanie rozgrywane w Radomiu rozpoczęło się dla gospodarzy wyśmienicie. Już w ósmej minucie w pola karne wpadł Jan Grzesik i oddał kąśliwy strzał - Bartosz Mrozek co prawda zdołał dotknąć piłkę, ale ta i tak wtoczyła się za linię, a jeden z bohaterów tego sezonu w drużynie Radomiaka mógł cieszyć się z siódmego gola w sezonie.
Radość na trybunach szybko przeszła we wzruszenie, gdyż dokładnie minutę później boisko opuścił Leandro. Brazylijczyk z polskim paszportem, który dołączył do klubu, gdy ten występował w czwartej lidze, rozegrał właśnie ostatnie spotkanie w jego barwach i jednocześnie zakończył karierę. Murawę opuścił we łzach, przechodząc przez szpaler ustawiony przed piłkarzy obu drużyn, a następnie udał się na trybuny. W zielono-białych barwach rozegrał łącznie 375 spotkań, zdobywając 121 bramek. W rozgrywkach Ekstraklasy wystąpił 84 razy, strzelając 6 goli.
Po wznowieniu gry spotkanie nabrało tempa, a do ofensywy ruszyli goście i szybko dopięli swego. Najpierw precyzyjne dośrodkowanie Luisa Palmy na gola zamienił Mikael Ishak, doprowadzając do wyrównania.
Po chwili asystent zamienił się w strzelca, Honduranin wykorzystał idealne podanie od Leo Bengtssona i swoim dziewiątym trafieniem w kampanii wyprowadził drużynę na prowadzenie.
Gospodarze nie zamierzali się poddawać, ale defensywa Lecha była nie do przejścia. A kiedy już w świetnej sytuacji znalazł się Elves Balde, z opresji gości ofiarnymi interwencjami uratował Wojciech Mońka.
Po zmianie stron podopieczni Nilsa Frederiksena poszli za ciosem. Tuż przed upływem godziny gry Ishak podał w pole karne do Patrika Walemarka, a napastnik, który długo leczył kontuzję, zdobył pierwszą bramkę w tym sezonie.
Końcówka spotkania to już kontrola przebiegu gry przez gości, którzy oczywiście nie zamierzali wypuścić zwycięstwa z rąk. Trzeba też przyznać, że drużyna Bruno Baltazara była wytrącona z rytmu i nie miała już pomysłu na stworzenie zagrożenia pod bramką Mrozka, choć do samego końca próbowała choćby zredukować straty. Nic z tego jednak nie wyszło, wynik nie uległ zmianie, a po końcowym gwizdku na trybunie fanów gości zapanowała prawdziwa euforia - Lech obronił mistrzostwo Polski, zdobywając 10. tytuł w swojej historii!

Wisła Płock - Górnik Zabrze (0:1)
Początek meczu nie obfitował w wiele sytuacji podbramkowych. Obie ekipy głęboko broniły i czekały na to, co zrobią przeciwnicy. Pierwszą groźną okazję zobaczyliśmy w 15. minucie spotkania, kiedy to Chłań wypatrzył przed polem karnym Kubickiego, jednak jego uderzenie bez problemu obronił Rafał Leszczyński. W kolejnych minutach w dalszym ciągu więcej oglądaliśmy typowo fizycznej bramki, aniżeli ładnych i składnych akcji, a sam mecz nie zachwycał. Ostatecznie obie ekipy zeszły do szatni z bezbramkowym remisem, a my liczyliśmy, że po przerwie czekać nas będzie znacznie bardziej porywające widowisko.
W 49. minucie po raz kolejny z groźnej strony pokazali się zawodnicy Górnika, a konkretnie Hellebrand, który posłał w kierunku bramki Leszczyńskiego bombę z dystansu. Bramkarz gospodarzy jednak po raz kolejny był na posterunku. W 72. minucie przed szansą stanęli gracze Wisły Płock, ale strzał Pomorskiego po rykoszecie wylądował tylko na poprzeczce bramki Górnika. Minutę później w poprzeczkę trafił Niarchos po uderzeniu z przewrotki. W 75. minucie piłka w końcu ugrzęzła w siatce. Ambros zagrał w tempo do Maksyma Chłania, który wpadł z piłką w pole karne i precyzyjnym strzałem przy dalszym słupku wyprowadził swoją ekipę na prowadzenie. Górnik do samego końca kontrolował już umiejętnie wynik spotkania i finalnie zabrzanie odnieśli niezwykle ważne zwycięstwo 1:0.

Motor Lublin - Cracovia (3:3)
Motor przystępował do meczu z Cracovią w stosunkowo bezpiecznej pozycji w walce o utrzymanie. Cracovia natomiast, aby być pewna pozostania w lidze musiała to spotkanie wygrać. I od pierwszych minut tej rywalizacji to właśnie zawodnicy z Krakowa przejęli inicjatywę nad wydarzeniami boiskowymi. W 8. minucie goście udokumentowali swoją przewagę. Mateusz Klich kapitalnie przymierzył zza pola karnego i po wyraźnie spóźnionej interwencji Tratnika wyprowadził swój zespół na prowadzenie. W 16. minucie blisko zdobycia kolejnego gola był Pau Sans, jednak jego uderzenie z dystansu wylądowało minimalnie obok słupka. W 25. minucie powinno być 1:1. N'Diaye otrzymał fantastyczne podanie z głębi pola, przelobował Madejskiego, jednak Sutalo jakimś cudem wybił piłkę tuż sprzed linii bramkowej. W 37. minucie gospodarze w końcu dopięli swego. Po dośrodkowaniu Wolskiego z rzutu rożnego błąd popełnił Madejski, a piłkę z najbliższej odległości do siatki wpakował Karol Czubak, dając swojej ekipie upragnione wyrównanie. Późniejsze analizy wykazały jednak, że Czubak futbolówki ostatecznie nie musnął i gol został uznany jako bezpośrednie trafienie z rzutu wolnego autorstwa Bartosza Wolskiego. Finalnie do końca pierwszej połowy wynik już się nie zmienił, co zwiastowało nam duże emocje podczas drugiej odsłony.
Początek drugiej połowy obfitował w walkę w środkowej części boiska. W tym okresie gry nie obserwowaliśmy wielu okazji do zdobycia gola, ale to co się wydarzyło przez ostatnie 30 minut w pełni nam to zrekompensowało. W 63. minucie aktywny Amir Al-Ammari wykorzystał strącenie piłki przez Charpentiera i z najbliższej odległości dał Cracovii drugie prowadzenie w tym meczu. Motor w kolejnych minutach miał duże problemy, by wrócić do meczu, a Cracovia cały czas naciskała. Efekt tego mieliśmy w 83. minucie, kiedy wydawało się, że goście wyprowadzili decydujący cios. Piłkę do siatki skierował bowiem Charpentier po katastrofalnym błędzie Matthysa w wyprowadzeniu piłki. Wydawało się więc, że losy meczu są rozstrzygnięte, ale nic bardziej mylnego. W 88. minucie gola kontaktowego po dośrodkowaniu Filipa Wójcika zdobył Karol Czubak, co przywróciło nadzieję gospodarzom.
Sędzia do drugiej połowy doliczył sześć minut, a decydującą akcję obejrzeliśmy już w 91. minucie meczu. Po dośrodkowaniu z lewej strony i zamieszaniu w polu karnym Cracovii, Kacper Karasek strzałem głową doprowadził do wyrównania! Cracovia w zaledwie trzy minuty wypuściła dwubramkowe prowadzenie. Tym samym "Pasy" nadal nie mogą być pewne utrzymania i mają o czym myśleć przed ostatnią kolejką ligową. Takiego scenariusza nie napisałby nawet Hitchcock...

