Wicemistrzowie Polski, którzy na Węgrzech przegrali 23:26, rewanżowy mecz rozpoczęli fatalnie, przegrywając po kilku minutach 0:4. Później mozolnie odrabiali straty i w drugiej połowie wyszli nawet na czterobramkowe prowadzenie, które dawało im awans. W końcowych minutach w ataku popełniali jednak błąd za błędem i rywale bezlitośnie to wykorzystali.
"Wszystko mieliśmy w naszych rękach. Wygrywamy czterema bramkami, mamy piłkę i wtedy robimy to, co wszyscy widzieli. Odpadliśmy z rozgrywek na własne życzenie. Nie mam pretensji do zespołu za walkę, zostawił serce na parkiecie, ale to nie wystarczyło" – mówił po meczu kirgiski szkoleniowiec.
Rozgrywający Daniel Dujshebaev wskazał, że w kluczowych momentach drużynie zabrakło opanowania. Choć ocenił drugą połowę jako bardzo udaną, podkreślił, że błędy w ostatnich pięciu minutach zadecydowały o pożegnaniu z rozgrywkami.
"W tym najważniejszym momencie nie wykorzystaliśmy tych akcji w ataku. Zabrakło nam chłodnej głowy w kilku sytuacjach. Ale trzeba przyznać, że w przekroju dwumeczu przeciwnik był od nas lepszy" – ocenił zawodnik, gratulując węgierskiej drużynie sukcesu.
Tałant Dujszebajew odniósł się również do sytuacji kadrowej, wspominając o problemach Aleksa Vlaha, który zmagał się z urazem kolana i nie mógł grać na swoim optymalnym poziomie. Szkoleniowiec zaznaczył jednak, że nie zamierza szukać usprawiedliwień w brakach kadrowych, biorąc pełną odpowiedzialność za końcowy rezultat na siebie.
Po smutnym pożegnaniu z tegoroczną edycją Ligi Mistrzów w Hali Legionów, Daniel Dujshebaev zwrócił się bezpośrednio do sympatyków klubu. "Przepraszamy, daliśmy z siebie wszystko, ale dzisiaj to nie wystarczyło. Będziemy walczyć dalej, chcemy zdobyć Puchar Polski i wygrać ligę" – podkreślił młodszy syn trenera Industrii, dla którego był to ostatni mecz w Lidze Mistrzów w barwach kieleckiego klubu. W przyszłym sezonie będzie reprezentował barwy niemieckiego Melsungen.
W zgoła odmiennym nastroju, co zrozumiałe, był trener węgierskiej drużyny.
"Przed tym meczem wiedzieliśmy, że gdy doprowadzimy do sytuacji, że wynik będzie na styku na około dziesięć minut przed końcem, to spróbujemy wykorzystać swoją szansę. Jestem bardzo dumny z zespołu, że zachował spokój, bo w drugiej połowie sytuacja dla nas bardzo się skomplikowała. Industria złapała rytm, kibice świetnie pomagali, więc jestem bardzo szczęśliwy" – powiedział Michael Apelgren.
Dodał, że jego zespół na razie nie myśli o SC Magdeburg, który będzie rywalem zespołu z Szeged w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Zawodnicy mają czas na celebrowanie sukcesu, jakim jest wyeliminowanie tak świetnej drużyny jak Industria.
Obrotowy gości Bence Banhidi podkreślił, że dla jego drużyny to był "fizycznie i psychicznie bardzo trudny mecz".
"W ciągu czterech minut przegrywaliśmy czterema golami i potrafiliśmy wrócić do meczu. Pokazaliśmy charakter, walkę, byliśmy jak lwy. Dzisiaj cieszymy się z awansu, na SC Magdeburg przyjdzie czas, a wcześniej też mamy do rozegrania ważne mecze. Ale w dzisiejszym handballu każdy może wygrać z każdym" – zaznaczył 31-letni zawodnik.
Pierwszy ćwierćfinałowy mecz z obrońcą trofeum SC Magdeburg Węgrzy rozegrają u siebie (29 lub 30 kwietnia), rewanż tydzień później w Niemczech.
