Po wypuszczeniu z rąk Ligi Mistrzów przeciwko Aarhus, mistrzowie Polski nie mogli pozwolić sobie na podobną wpadkę z FC Thun. Najlepsza drużyna szwajcarskiej Super League przyjechała do Poznania z mniejszymi szansami od gospodarzy, ale nie można było jej skreślać.
Sprawdź szczegóły meczu Lech Poznań – FC Thun
Zagrożenie ze strony Szwajcarów stało się ewidentne już po minucie, gdy wywalczony rzut rożny prawie zamienił się w gola. Marc Gutbub był o centymetry od szczęścia, jednak w chaosie pod bramką udało się wybić piłkę sprzed linii bramkowej.
Na wyprowadzenie równie groźnej odpowiedzi Lech potrzebował dobrych kilku minut, za to zaatakował perfekcyjnie. Patrik Walemark wygrał pojedynek na prawej flance i sam pognał z piłką, by z kilkunastu metrów uderzyć chirurgicznie – od słupka do siatki. Raptem dwie minuty później było o włos od drugiego gola, gdyby Skrzypczak główkował nieco lepiej po kornerze.
Akcje Lecha wyglądały coraz lepiej, a w 19. minucie Pablo Rodriguez nie mógł uwierzyć, że nie wykorzystał fantastycznej wrzutki Joela Pereiry. Na szczęście nie musiał rozpamiętywać – minutę później jego prostopadłe podanie wpuściło Sayyadmanesha przed obrońcę i Irańczyk na chłodno zdobył drugiego gola.
Thun miało bardzo duże problemy z powrotem do defensywy, co ułatwiało Lechowi konstruowanie kolejnych ciosów. Dzięki temu w 25. minucie mistrz Polski tuż po strzale gości wyprowadził atak przerzutem lewą stroną. Gurgul ruszył do piłki i posłał wrzutkę na pierwszy kontakt z nogą Walemarka.
Autor dubletu musiał kilka minut później zejść z urazem, ale dynamika pozostawała bez zmian. Goście wyglądali na rozbitych jeszcze przed upływem półgodziny i nie umieli stawić oporu. Po rozegraniu rzutu wolnego w 31. minucie Joel Pereira wrzucił piłkę do Kozubala, ten z pierwszej posłał ją łukiem w pole karne, a Skrzypczak dołożył nogę na 4:0.
Wydawało się, że Szwajcarzy dotrwają jakoś do przerwy, lecz Rodriguez miał inne plany: wycofał w 45. minucie na środek do Murawskiego, a ten po ziemi zdobył piątego gola dla Poznaniaków. Lechowi wychodziło już w zasadzie wszystko, podczas gdy rywale nawet nie zdążyli nastawić się na obronę po powrocie na boisku, gdy piłka szósty raz przekroczyła linię. Zza pola karnego uderzał Hakans i Steffen pewnie by to zgasił, gdyby nie rykoszet od obrońcy.
Siódmy gol ostatecznie padł, tyle że dla gospodarzy. Tuż przed 80. minutą Gurgul błysnął mięciutką górną piłką do Roberta Gumnego, a zmiennik grający niecały kwadrans z uśmiechem przelobował wychodzącego golkipera gości. Warto dodać, że Lech naciskał do ostatnich sekund doliczonego czasu w poszukiwaniu ósmej bramki.

