Mimo rekordowo złego startu w lidze i ograniczeń kadrowych, na które narzekał trener Kroczek, Raków Częstochowa musiał odnaleźć siły do rywalizacji w Splicie z tamtejszym Hajdukiem. Na wypełnionym kibicami Stadionie Poljud gospodarze walczyli o powrót do europejskiej elity.
Sprawdź szczegóły meczu Hajduk – Raków
Spotkanie fazy play-off rozpoczęło się obiecująco dla „Medalików”, których piłkarze przez kwadrans wydawali się zmierzać ku pierwszej bramce. Najbliżej było w 12. minucie, gdy Michael Ameyaw wrzucał piłkę pod słupek, a tam Emreli nie doskoczył do strzału.
Było czego żałować, ponieważ Hajduk zaczął cieszyć głośną Torcidę swoimi akcjami. W 17. minucie Fran Tudor zdołał jeszcze zatrzymać akcję rywali, ale cztery minuty później Dalmatyńczycy objęli prowadzenie. Długi przerzut na prawo dał sporo czasu Abdouliemu Sanyangowi na precyzyjną wrzutkę w kierunku dalszego słupka. Zrobił to modelowo i Michele Sego nie dał Trelowskiemu szans.
Wydawało się, że Hajduk musi pójść za ciosem: pulsujący rytm stadionu napędzał gospodarzy i właśnie wtedy Raków znalazł odpowiedź na ich poczynania. W 27. minucie Erick Otieno dobiegł z piłką na ostatnie milimetry boiska i wyczekał, by wrzucić piłkę do Emrelego, który zapewnił wyrównanie.
Udało się zwolnić impet Hajduka, jednak gospodarze szybko wrócili do poszukiwania drugiego gola. Niemal do końca pierwszej połowy naciskali na Raków, seryjnie wygrywając rzuty rożne. Tym bardziej nieoczekiwanym zwrotem była sytuacja z 45+3. minuty, gdy Oliwier Kwiatkowski huknął z dystansu, a Toni Silić wybił piłkę przed siebie. Ameyaw dobijał, lecz tylko w słupek.
Do przerwy utrzymała się zatem równowaga, natomiast powrót do gry błyskawicznie przyniósł zmianę wyniku. W ciągu sekund Hajduk wyprowadził pierwszy atak został zwieńczony uderzeniem Dalissona de Almeidy z dystansu, które kompletnie zaskoczyło Trelowskiego. Nie tylko objęli ponownie prowadzenie, ale stworzyli dwie kolejne sytuacje niemal natychmiast.
Z wielkim trudem udało się Rakowowi przetrwać pierwsze minuty i wydawało się, że przełomowy moment nadszedł w 55. minucie. Adrion Pajaziti za brutalne wejście w nogę Lamine’a Diaby-Fadigy dostał bezpośrednią czerwoną kartkę. Przed Rakowem było zatem ponad pół godziny gry w przewadze, tyle że inicjatywę długo utrzymywał Hajduk.
Gdy w końcu udało się zepchnąć gospodarzy w końcówce, z kolejnych prób Rakowa nie wychodziło nic, tymczasem Chorwaci zdołali wyprowadzić atak, po którym Trelowski instynktownie zatrzymał Livaję w 82. minucie. Podobnie jak ostatnio przeciwko Cracovii, częstochowska drużyna nie mogła nabrać w końcówce rozpędu.
Dopiero w 90. minucie Tomasz Pieńko głową przetestował Silicia, który zatrzymał jego strzał. Sekundy po nim kolejna główka - Fadigi - trafiła w poprzeczkę. Fani miejscowych już świętowali zwycięstwo, gdy w 90+5. minucie Lamine Diaby-Fadiga doszedł do strzału, którym uciszył trybuny! Można odetchnąć, udało się uniknąć porażki. Jednak z perspektywy całej drugiej połowy tudno nie poczuć niedosytu.

