Świątek: Nie mam czasu siedzieć na kanapie i patrzeć na trofea

Świątek: Nie mam czasu siedzieć na kanapie i patrzeć na trofea
Świątek: Nie mam czasu siedzieć na kanapie i patrzeć na trofeaPAP / EPA

Tenisowe życie od turnieju do turnieju powoduje, że na świętowanie sukcesów nigdy nie ma dużo czasu. "Jestem tak skupiona na kolejnych wyzwaniach, że nie ma mowy o siedzeniu na kanapie i patrzeniu na trofea" - powiedziała Iga Świątek, która w trwającym w Londynie Wimbledonie broni tytułu.

Świątek ma w dorobku 25 wygranych turniejów WTA, w tym sześć najcenniejszych, wielkoszlemowych - czterokrotnie była najlepsza we French Open oraz po jednym triumfie odnotowała w US Open i Wimbledonie.

Zapytana przez PAP, jak przechowuje zdobyte trofea, zdradziła, że większość pozostała u taty.

"Mam nadzieję, że on się nimi cieszy. Były dość wyeksponowane, ale trafiły do sejfu. U siebie nie mam ich dużo. Jak zdobędę nowe, to myślę, że postawię u siebie, chociaż nie mam za dużo miejsca" - odpowiedziała.

"Nie jestem mega przywiązana do materialnych rzeczy. Myślę, że jak skończę grać, fajnie będzie popatrzeć na te wszystkie trofea i powspominać niektóre momenty. Teraz jestem tak skupiona na kolejnych wyzwaniach, kolejnych turniejach, że nie ma mowy o siedzeniu na kanapie i patrzeniu na trofea" - dodała.

Brak przywiązania do pucharów i tytułów wydaje się być typowy dla wielkich mistrzów.

"Jeśli ktoś spędziłby ze mną dzień w domu, to nigdy nie domyśliłby się, że byłam profesjonalną zawodniczką. Moje trofea nie są ukryte, ale nie są też wyeksponowane" - powiedziała w Londynie Amerykanka Serena Williams, która wygrała 73 turnieje, w tym 23 wielkoszlemowe.

System rankingowy w tenisie powoduje, że bardzo trudno jest się na co dzień cieszyć wynikami. To brutalny mechanizm, który wymaga ciągłego potwierdzania swojej wartości. Dotyczy to zarówno zawodniczek ze ścisłej czołówki, jak i tych niżej notowanych, bo każdy o coś walczy.

Bycie w top 30 gwarantuje rozstawienie w Wielkim Szlemie czy tzw. wolny los w imprezach niższej rangi. Top 100 to gra w Szlemie bez kwalifikacji, obecność w "dwusetce” daje szanse spróbować sił w kwalifikacjach.

Sezon jest niesamowicie wypełniony turniejami, a najlepsze zawodniczki, na czele ze Świątek i liderką rankingu Aryną Sabalenką, coraz głośniej protestują przeciw wymaganej od nich liczby startów. Wypalenie dopada też tenisistki z drugiego szeregu.

"Przyjeżdżamy na turnieje, przygotowujemy się do nich, każdy dzień w zasadzie wygląda tak samo. Kończy się impreza, jedziemy na kolejną i robimy to samo. Czasu tylko dla siebie jest bardzo mało. Są też oczekiwania, które zwiększają się razem ze zwycięstwami" - tłumaczyła Magdalena Fręch, która poprzedni sezon skończyła wcześniej niż planowała.

"Wszyscy gonią za punktami, żeby zapewnić sobie pozycję, o jaką walczą" - dodała.

W Londynie punktowej presji doświadcza Świątek. Obrona tytułu oznacza również walkę o utrzymanie aż 2000 punktów do rankingu. Polka na liście WTA jest trzecia, ale realnie patrząc pozostanie w czołowej piątce da jej dopiero dotarcie do półfinału.

We wtorek po dwóch godzinach wygrała w pierwszej rundzie z Amerykanką Taylor Townsend 6:1, 2:6, 6:3, a po spotkaniu usiadła na ławce i zapłakaną twarz skryła w ręczniku.

"Nie jest łatwo wracać jako obrończyni tytułu, dlatego cieszę się, że przebrnęłam przez ten mecz. To była mieszanina różnych emocji. Generalnie po prostu cieszyłam się ze zwycięstwa i że jeszcze zagram na tym korcie" - tłumaczyła potem.

W czwartek o godz. 14.30 jej rywalką w 2. rundzie będzie Czeszka Karolina Pliskova.

Tenis

Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen