Iga Świątek: "Starałam się cieszyć meczem, ale to nie jest łatwe"

Iga Świątek: "Starałam się cieszyć meczem, ale to nie jest łatwe"
Iga Świątek: "Starałam się cieszyć meczem, ale to nie jest łatwe"REUTERS/Andrew Couldridge

Dwie godziny Iga Świątek potrzebowała, aby awansować do drugiej rundy wielkoszlemowego Wimbledonu. "Cieszę się, że przebrnęłam przez ten mecz" - przyznała broniąca tytułu polska tenisistka, która we wtorek wygrała z Amerykanką Taylor Townsend 6:1, 2:6, 6:3.

W 2016 roku Serena Williams była ostatnią tenisistką, która w Londynie obroniła tytuł. Później każdą edycję Wimbledonu wygrywała inna zawodniczka. Dwa lata temu tytułu broniła Czeszka Marketa Vondrousova i przegrała już pierwsze spotkanie. Świątek tak szybkiego odpadnięcia zdołała uniknąć, ale - bardzo delikatnie mówiąc - zwycięstwo nie przyszło jej łatwo.

"Nie jest łatwo wracać jako obrończyni tytułu, dlatego cieszę się, że przebrnęłam przez ten mecz. Mam wrażenie, że w pierwszym i trzecim secie zagrałam naprawdę solidnie i bardzo dobrze" - powiedziała Świątek, której grę z loży królewskiej oglądali jej tata i siostra.

Sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa powiedziała, że ich obecność nie powodowała dodatkowej presji, bo to najbliższe jej osoby, które wiedzą, jak ona się czuję.

"Wiele osób czekało na ten mecz. Starałam się nim cieszyć, ale to nie jest łatwe, bo gra w tenisa bywa ciężka. Cieszę się z tego, jak to się skończyło i że moja rodzina była tutaj" - dodała.

Pierwszego seta Świątek wygrała gładko 6:1 w zaledwie 31 minut. Popełniła w nim tylko cztery niewymuszone błędy. Świetnie funkcjonował jej serwis, który był tak ważnym elementem ubiegłorocznego triumfu. Lepszego wejścia w turniej nie można było sobie wyobrazić.

Od dłuższego czasu jednak jej problemem bywa utrzymanie wysokiego poziomu gry. Tak było choćby w marcu w Miami, gdy pierwszego seta z Magdą Linette wygrała 6:1, a w kolejnych uległa 5:7, 3:6.

Druga partia meczu z Townsend przywołała te wspomnienia. Amerykanka szybko bowiem uciekła na 4:0. Skuteczność pierwszego serwisu Świątek drastycznie spadła. Po zaledwie czterech gemach Polka miała na koncie 10 niewymuszonych błędów.

"Przez moment pewnie pomyślałam o tym, że w tym sezonie w trzecich setach mi nie idzie. Na korcie nie ma jednak czasu na rozmyślanie. Po prostu chciałam poprawić tę statystykę. Każdy mecz jest ważny, ale tu wyjątkowo mi zależało. W trzecim secie udało mi się odnaleźć spokój" - powiedziała.

"To, jak pracowałam przez ostatnie dni, dało mi poczucie na korcie, że mam w sobie solidność, która pozwoli pokonać przeciwności" - dodała.

Decydujący set zaczął się od serwisu Świątek. Wygrała dwa pierwsze punkty, jednak potem zrobiło się niezwykle nerwowo. Ostatecznie gem trwał ponad kwadrans, rozegrano w nim aż 24 piłki, a Polka obroniła cztery break pointy i zdołała go wygrać. Później powoli budowała przewagę. Spotkanie zakończyła asem.

Gdy usiadła na ławce, skryła twarz w ręczniku i dopiero po dłuższej chwili udzieliła pomeczowego wywiadu. "To była mieszanina różnych emocji. Generalnie po prostu cieszyłam się ze zwycięstwa i że jeszcze zagram na tym korcie" - przyznała.

Jej kolejną rywalką będzie w czwartek Karolina Pliskova. Czeska tenisistka wygrała z rodaczką Terezą Valentovą 6:3, 6:4. 34-letnia Pliskova jest finalistką Wimbledonu z 2021 roku. W 2017 roku przez osiem tygodni była liderką rankingu, obecnie zajmuje w nim 73. miejsce. Z powodu kontuzji straciła cały sezon 2025. Świątek ma z nią bilans 3-0. Ostatni raz grały ze sobą trzy lata temu w Montrealu.

Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen