Niedzielny mecz długo się rozkręcał, a w pierwszych 30 minutach żadna z drużyn nie potrafiła nadać płynności swoim akcjom ofensywnym. Po 10 minutach Diogo Sousa uderzył niecelnie, a chwilę później Giovanni Reyna oddał głową strzał obroniony przez bramkarza gospodarzy. Na tym jednak popisy obu zespołów się skończyły.
Tuż po upływie półgodziny spotkanie nabrało tempa, gdy Czerwono-Czarni objęli prowadzenie. Podanie Przemyslawa Frankowskiego w pole karne znalazło niepilnowanego Boulaye Dię, a napastnik wykończył akcję pierwszym kontaktem, wprawiając siatkę w drżenie.
Ten gol nie tylko zepchnął Racing do defensywy, lecz także oznaczał, że zespół ten nie zachował czystego konta w żadnym z ostatnich 16 meczów Ligue 1. Dia pozostawał niepokonany w ostatnich 29 występach z golem na koncie dla klubu i reprezentacji.
Wszystko wskazywało na to, że ta seria będzie trwać dalej, gdy jego drużyna podwyższyła prowadzenie cztery minuty przed przerwą. Piłka po zagraniu Mahamadou Nagidy w poprzek pola karnego dotarła do Sebastiana Szymańskiego, którego mocne uderzenie z pierwszej piłki minęło Filipa Jorgensena i zatrzepotało w siatce.

Goście wiedzieli, że muszą mocno rozpocząć drugą połowę, aby zachować realne szanse na powrót do gry. Jednak zamiast tego ponad godzinę po rozpoczęciu meczu znaleźli się w jeszcze trudniejszej sytuacji.
Szymański zdobył drugą bramkę w efektowny sposób. Otrzymał piłkę ponad 20 metrów od bramki, po czym lewą nogą oddał podkręcone uderzenie, które po odbiciu od spodniej części poprzeczki wpadło do siatki i przypieczętowało losy spotkania.
W drugiej połowie przyjezdni nie oddali ani jednego celnego strzału. Ich bardzo bezbarwny występ pozwolił rywalom spokojnie sięgnąć po zwycięstwo. Racing przegrał właśnie cztery mecze z rzędu w Ligue 1, przez co znalazł się w strefie baraży o utrzymanie.
Rozradowani Czerwono-Czarni awansowali natomiast o sześć pozycji i objęli prowadzenie w tabeli, a także przedłużyli swoją serię bez porażki u siebie do imponujących dziewięciu spotkań.

