Fręch przekazała, że nic nie zapowiadało kontuzji. Ból pojawił się na rozgrzewce, ale postanowiła go ignorować. Myślała, że to niegroźne spięcie nerwowe, które ustąpi w trakcie gry.
"Na rozgrzewce poczułam coś przy serwisach i później ten ból narastał. Generalnie nie powinnam była grać po pierwszym secie. Jestem po USG i doszło do naciągnięcia mięśni brzucha. Powinnam była posłuchać swojego organizmu i nie walczyć z tym" - powiedziała.
W czwartek czekają ją kolejne badania, które dokładnie określą, na ile uraz jest poważny. USG tuż po wysiłku nie jest wystarczająco dokładne.
"Wiemy, że jest stan zapalny i pojawił się płyn. W najlepszym przypadku liczę, że będę gotowa na Berlin (15-21 czerwca - PAP)" - szacowała.
Mimo problemów zdrowotnych 28-latka miała swoje szanse w tym meczu. W pierwszej partii prowadziła 5:3 i 40-0 przy serwisie rywalki.
"Niestety, nie wykorzystałam tych piłek setowych, a wiadomo, że wtedy mecz mógłby potoczyć się zupełnie inaczej. Na pewno szkoda tych szans, a później ciągłe myślenie o bólu nie pozwalało mi już normalnie grać" - zdradziła.
Fręch czwarty raz w karierze znalazła się w drugiej rundzie French Open, poprzednio w latach 2018, 2023 i 2025. Nigdy nie udało jej się zrobić kolejnego kroku. W tegorocznej edycji miała też grać w deblu w parze z Węgierką Anną Bodnar, ale kontuzja to uniemożliwiła.
Wcześniej w środę do trzeciej rundy awansowały rozstawiona z numerem trzecim Iga Świątek oraz Magda Linette. W piątek Polki zmierzą się ze sobą.
W czwartek natomiast w drugiej rundzie wystąpi Maja Chwalińska. Jej rywalką będzie rozstawiona z numerem 23. Belgijka Elise Mertens.
