Iga Świątek po pewnym zwycięstwie na starcie Roland Garros: kolejne mecze będą wyzwaniem

Iga Świątek na korcie
Iga Świątek na korcie CLIVE BRUNSKILL / GETTY IMAGES EUROPE / GETTY IMAGES VIA AFP

Iga Świątek w pierwszej rundzie French Open gładko wygrała z Australijką Emerson Jones 6:1, 6:2. Polska tenisistka, która w Paryżu zwyciężyła już cztery razy, a inauguracyjne mecze nigdy nie sprawiały jej kłopotów, ma jednak świadomość, że w kolejnych spotkaniach będzie znacznie trudniej.

Świątek triumfowała na kortach im. Rolanda Garros w latach 2020 i 2022-24. W poprzedniej edycji odpadła w półfinale. Z 17-letnią Jones zmierzyła się po raz pierwszy. Australijka w rankingu jest 136., a w turnieju wystartowała dzięki tzw. dzikiej karcie od organizatorów. Spotkanie rozegrano na korcie centralnym.

"Na pewno już się przyzwyczaiłam do tego kortu. W pewnym sensie czuję się jak w domu. Zawsze bardzo się cieszę, gdy mogę na nim zagrać. Mam super wspomnienia. Mecze na nim zmieniły moje życie. Wychodząc kolejny raz, próbuję to docenić" – przyznała Świątek.

Jej pojedynki w 1. rundzie w Paryżu nigdy nie były emocjonujące. Nie zdarzyło się jeszcze, aby w spotkaniu otwarcia przegrała seta. Zwykle rywalkom udaje się ugrać właśnie trzy gemy. Wcześniej tak było w 2019, 2020 i 2024 roku. Najdłużej w grze utrzymywała się Słowaczka Rebecca Sramkova, która w poprzedniej edycji przegrała 3:6, 3:6.

Ten z Jones zaczęła od wygrania ośmiu piłek z rzędu. Choć w kolejnym gemie niespodziewanie została przełamana, to natychmiast podniosła poziom. Wygrała siedem następnych gemów, co dało jej zwycięstwo w pierwszym secie 6:1 i prowadzenie w drugim 3:0. Kontrolując sytuację, zamknęła partię 6:2.

"Cieszę się, że mogę grać, tak jak chcę grać. Na pewno jednak kolejne mecze będą wyzwaniem, na pewno pojawi się stres i będzie ciężko, bo to jest Wielki Szlem" – podkreśliła.

W Paryżu temperatura przekracza 30 stopni Celsjusza i nie każdemu taka pogoda odpowiada. Świątek przyznała, że jej... nie przeszkadza. Wspomniała, że grała w gorszych warunkach, choćby w Chinach czy rok temu w Cincinnati. Zwróciła jednak uwagę, że trzeba się dostosować pod względem technicznym.

"Kiedy tu przyjechaliśmy, było jakieś 16 stopni i piłka była super ciężka. Dosłownie można było wkładać całą siłę w uderzenie, a i tak miało się poczucie pełnej kontroli. Teraz potrzeba znacznie więcej wyczucia i nie można przesadzać z siłą. Trzeba opanować piłkę, bo szybciej leci w powietrzu i łatwiej wyrzucić ją w aut" – wyjaśniła.

Kolejną rywalką Polki będzie w środę Sara Bejlek, która już w niedzielę wygrała z Amerykanką Sloane Stephens 6:3, 6:2. Z 20-letnią Czeszką, 35. w rankingu, zmierzy się po raz pierwszy.

Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen