Po samym początku spotkania wydawało się, że Linette czeka naprawdę gładkie i szybkie zwycięstwo. Nie miała ona żadnych problemów przy swoim serwisie, przełamała Czeszkę i w każdej wymianie dyktowała swoje warunki, a do tego Valentova raz za razem popełniała proste błędy.
Mimo że Polka wyglądała na korcie naprawdę przekonująco i zdobywała pewnie punkt po punkcie, to od stanu 4:1 zaczęło robić się trudniej, bo Czeszka wreszcie weszła w rytm tego meczu. Przełamanie dało jej paliwo na końcówkę seta i szybko okazało się, że jest już 4:4 i o wszystko trzeba walczyć od nowa.
Wtedy jednak Linette wygrała swojego gema serwisowego do zera po bardzo ładnym winnerze w sam narożnik i wydawało się, że mimo wszystko jest bliżej wygrania pierwszej partii. Kolejny gem serwisowy Polki, już przy stanie 5:5, okazał się jednak morderczym maratonem bez happy endu.
Poznaniance przydarzył się w jego trakcie podwójny błąd, zmarnowała też łatwego smecza, posyłając go w siatkę. Miała swoje piłki na wygranie gema, ale potem dała trzy break pointy Valentovej. Czeszka bardzo pilnowała każdej piłki, bo znała ich wagę. Dopięła swego, przełamała Polkę, wygrała swoje podanie i po wyrzuconym przez Linette returnie wygrała pierwszego seta.
Druga odsłona miała naprawdę nietypowy przebieg. Tym razem to Czeszka zaczęła lepiej i wydawało się, że zmierza po zwycięstwo w dwóch setach. Szybko dwukrotnie przełamała Linette, sama też raz straciła serwis, ale wyszła na komfortowe prowadzenie 4:2.
Od tego momentu stało się jednak coś zupełnie niecodziennego. Polka wygrała bowiem aż 14 piłek z rzędu i to w naprawdę ładny sposób. Popisywała się uderzeniami kończącymi, biegała do siatki i nie dawała oddechu rywalce, która z każdym zagraniem była w coraz większym dołku.
Tym sposobem Linette wyszła na prowadzenie 5:4, a serwis miała Valentova. Przy stanie 15-30 w dość prostej sytuacji przy siatce i przy wolnej drugiej stronie kortu Polka zagrała jednak w samą linię. Najpierw wydawało się, że to aut, ale po interwencji sędziego głównego potwierdzony został punkt dla Polki, która dostała dwie piłki setowe, wykorzystała od razy pierwszą z nich i doprowadziła do remisu w setach.
W decydującej partii karty bardzo szybko zaczęła rozdawać kontuzja Linette. Polka zaczęła to spotkanie z taśmami na prawym kolanie. W pewnym momencie je zdjęła, ale po gryzmasie bólu na jej twarzy było widać, że z urazem nie ma żartów.
Linette bardzo szybko poprosiła o przerwę medyczną, a fizjoterapeutka zajęła się jej nogą, ale niewiele to dało, bo w następnym gemie serwisowym Polka serwowała... od dołu. Można spekulować, że gdyby nie był to turniej wielkoszlemowy i gdyby nie była na tyle blisko zwycięstwa, to po prostu zrezygnowałaby z dalszej gry.
Valentova długo nie mogła jednak się odnaleźć w warunkach gry z kontuzjowaną przeciwniczką i mimo że Linette serwowała bardzo lekko od dołu, a przy returnie nie była w pełni mobilna, to Czeszka traciła swoje gemy serwisowe, a w trzecim secie wynik cały czas oscylował wokół remisu.
W dziewiątym gemie, przy serwisie Linette doszło jednak do przełomu w kwestii zdrowia Poznanianki, bo znowu zaczęła serwować mocniej, z góry, a po kilku minutach walki na przewagi zakończyła tego gema asem serwisowym i wyszła na prowadzenie. Wtedy można było poczuć, że naprawdę w tym meczu stać ją na wszystko.
Czeszka wygrywała co prawda swoje podanie, ale Polka potrafiła dotrzymać jej kroku, a w kolejnym swoim gemie serwisowym popisała się chociażby kapitalną akcją pod siatką i stop wolejem. Było widać, że ból kolana raczej minął i Linette mogła grać na zdecydowanie wyższym poziomie niż jeszcze kwadrans wcześniej. W dramatycznym trzecim secie doszło więc do tie breaka.
W nim Poznanianka pokonała młodą Czeszkę, uzyskując awans do drugiej rundy w nadzwyczajnych okolicznościach.
