Sobotni pojedynek Igi Świątek (4. WTA) z Ann Li (34. WTA) był ich pierwszym spotkaniem na korcie i więcej miał nam powiedzieć o formie Polki niż Amerykanki. Raszynianka ekspresowo przeszła przez swój pierwszy pojedynek i poprzeczka w trzeciej rundzie została zawieszona wyżej.
Sprawdź szczegóły meczu Świątek – Li w Madrycie
Set niepewności i niewykorzystanych szans
Start był gorzej niż szorstki w wykonaniu 24-latki z Raszyna. Czwarta rakieta świata popełniała niewymuszone błędy i dała się przełamać już w pierwszym gemie. Nie odrobiła tej straty przy pierwszej próbie i dopiero w trzecim gemie otworzyła konto. Wyrównanie na 2:2 dał świetny dobór kierunku przy returnie, choć gra była wciąż daleka od optimum.
Kompletnie brakowało rytmu i gdyby Amerykanka lepiej korzystała z chwiejności Polki przy podejmowaniu decyzji, pewnie wyszłaby na prowadzenie szybciej. Tymczasem odzyskała przewagę dopiero w dziewiątym gemie, gdy Iga wypuściła przewagę 30:0 i dała się przełamać. Inaczej niż Polka, Ann Li w kluczowych momentach mogła liczyć na skuteczne podanie i szybko wypracowała piłkę setową.
Faworytka obroniła się smeczem i ruszyła do kontry, za którą trzeba ją naprawdę pochwalić. Dwie kluczowe piłki posłała ostro w linie, uratowała się na 5:5, by z nową energią wyjść na 6:5 bez straty punktu. Świątek miała też dwa setbole na przełamanie, lecz Li wymusiła tie-break. W nim świetny return dał Polce mini przełamanie na 2-1, które rywalka odrobiła momentalnie z pomocą taśmy. Zepsuty atak kosztował Igę stratę na 4-5, dzięki czemu Ann Li pewnie zamknęła seta atakiem spod siatki i dropszotem.
Szybki powrót do oczekiwanego scenariusza
Po srogim rozczarowaniu Polka wróciła na kort pierwsza i widać było determinację: pracowała na błędy rywalki i przełamała ją bez oddania punktu. Stale spychana do defensywy, rywalka zdradzała oznaki bezradności, gdy po trzech gemach miała na koncie raptem dwa zdobyte punkty.
Dopiero w piątym gemie zdołała zapisać coś na tablicy, jednak Polka grała już na znacznie większym luzie, widać było entuzjazm w ruchach, a wzrost precyzji pozwolił Idze wyjść na 5:2 potężnym serwisem, na który rywalka nie odpowiedziała.
Nawet własne błędy już nie męczyły Świątek, z dużym spokojem dotarła do decydującej piłki i znów serwis był kluczowy. Gdyby nie nerwy w pierwszej partii, można by uznać tę odsłonę meczu za pozbawioną historii, ale w siedmiu gemach Polka odzyskała równowagę.
Nagły koniec zamiast decydującej partii
Po drugim secie Polka wyraźnie opadła z sił. Nie zagroziła Ann Li, a w drugim gemie sama dała się przełamać przy wyraźnych grymasach bólu. Poprosiła o przerwę – najpierw towarzyszyła jej fizjoterapeutka, później konieczna była pomoc lekarza.
Nie znamy szczegółów, ale sytuacja wskazywała na problemy żołądkowe. Polka przyjęła leki, jednak wyraźnie odstawała. Ann Li spokojnie wyszła na 3:0, a gdy najlepsza polska tenisistka nie była w stanie uczestniczyć w wymianach, była zmuszona poddać mecz po ponad dwóch godzinach walki.
