Tiafoe dostarczył amerykańskim kibicom w Nowym Jorku niezapomnianych wspomnień – od głośnego zwycięstwa nad Rafą Nadalem w drodze do półfinału w 2022 roku, po spektakularny sukces nad rodakiem Benem Sheltonem sprzed dwóch lat.
Jednak tegoroczny finalista z Cincinnati jest gotowy napisać nowy rozdział, po spektakularnym powrocie przeciwko kolejnemu rodakowi, Alexowi Michelsenowi, w pięciu setach.
"Jestem po prostu inną osobą, ogólnie rzecz biorąc. Dwa wcześniejsze awanse do półfinału były świetne, to coś, co zawsze będę cenił, ale nie jestem już tą samą osobą, którą byłem, gdy tam dotarłem w 2022 roku, ani tą z 2024. Już nie jestem tym człowiekiem. Jestem ciekaw, co potrafi ta nowa wersja mnie", powiedział Tiafoe, który w kolejnym meczu zmierzy się z Sheltonem lub broniącym tytułu Carlosem Alcarazem.
"Mam wobec siebie większe oczekiwania. Tak, to wspaniałe. Turniej trwa dalej. Przed nami jeszcze wiele meczów, wiele setów do rozegrania i wiele fizycznych wyzwań do pokonania. Cieszymy się tą chwilą, ale trzeba iść naprzód".
Tiafoe idzie dalej, a nad Amerykanami wciąż unosi się widmo długiej posuchy wśród mężczyzn, jeśli chodzi o tytuły wielkoszlemowe – kibice z USA wielokrotnie widzieli, jak ich nadzieje się odradzały, a potem gasły przez 23 lata od kiedy Andy Roddick ostatni raz podniósł trofeum w Nowym Jorku.
"Dziewczyny dominują od dawna. To nic nowego", powiedział Tiafoe, szeroko się uśmiechając, gdy wymieniał osiągnięcia swoich koleżanek.
"A u mężczyzn radzimy sobie całkiem nieźle. Zawsze ktoś dochodzi daleko w wielkoszlemowych turniejach... Mam nadzieję, że i nam się uda, a to byłby kolejny ważny krok po dwóch tygodniach. To następne wielkie wyzwanie".
