Koszykarki VBW kontynuowały tradycje Spójni Gdańsk. Klub został przeniesiony do Gdyni w 1992 roku, wywalczył 14 tytułów mistrza Polski (1996, 1998-2005, 2009-10, 2020-21, 2025), ponadto zdobył cztery srebrne i cztery brązowe medale. W 2002 roku i dwa lata później sięgnął po wicemistrzostwo Euroligi, w 2002 roku triumfował w klubowych mistrzostwach świata.
Ostatni sezon był jednak fatalny. Drużyna zmagała się z problemami finansowymi oraz organizacyjnymi. W trakcie sezonu opuściło ją osiem koszykarek, nie brakowało też kontuzji. Ostatecznie w ćwierćfinale play off z KSSSE Enei AJP Gorzów Wlkp. trener Martins Zibarts miał do dyspozycji zaledwie sześć zawodniczek.
"Po ostatnim sezonie miałem dość. Decyzja o wycofaniu klubu z rozgrywek była bardzo trudna, ale w takiej sytuacji nieunikniona. Nie chciałem, żeby znowu tak to wszystko wyglądało. To ja głównie zapewniałem budżet, dlatego muszę teraz zadbać o rozwój firmy, żeby stanęła na nogi, a to może przełożyć się na funkcjonowanie klubu w kolejnych latach" – wyjaśnił Witkowski.
Basketball Investments S.A, czyli spółka, która była właścicielem klubu oraz odpowiadała za jego grę w ekstraklasie, nadal będzie funkcjonować.
"Spółka przejdzie restrukturyzację, aby uporządkować kwestie organizacyjne, ustalić plany na dalsze funkcjonowanie oraz spłacić zobowiązania. Nie wykluczamy zmiany akcjonariatu, bo może znajdzie się chętny do przejęcia klubu i poprowadzenia go" – dodał.
Z VBW powiązane było także Gdyńskie Towarzystwo Koszykówki, chociaż prawnie jest to osobny podmiot. Od lat z sukcesami odpowiadało za szkolenie, w lidze rywalizowało aż 10 jego młodzieżowych zespołów.
"GTK również nie wystawi drużyn w rozgrywkach, chcemy natomiast zostawić sobie jedynie grupę naborową. Wszystko jednak wskazuje na to, że młode zawodniczki oraz trenerki będą miały możliwość kontynuowania treningów w Gdyni" – wyjaśnił.
Według nieoficjalnych informacji koszykarki oraz sztaby szkoleniowe przejdą do Gdyńskiej Akademii Koszykówki, która ma zgłosić żeński zespół do rozgrywek drugiej ligi.
"Wiem, że przez wiele osób będę teraz postrzegany jako ten, który pogrzebał żeńską koszykówkę w Gdyni. Chciałbym tylko powiedzieć, że wcześniejsze sukcesy i liczne medale nie wzięły się znikąd, ani same z siebie" – podsumował.
