41-letni, siedmiokrotny mistrz świata, który czterokrotnie stawał na podium w pięciu ostatnich wyścigach, traci 32 punkty do 19-letniego Włocha z Mercedesa, Kimi Antonelli, w klasyfikacji kierowców po dziewięciu z planowanych 22 wyścigów.
"Czas naprawdę wziąć się do roboty i zrobić to lepiej" - powiedział Hamilton. "Szczerze mówiąc, nie wiem, czego się spodziewać w ten weekend, bo na tym torze są dłuższe proste, ale uwielbiam tę trasę, pogoda jest świetna i naprawdę jestem bardzo dumny z zespołu oraz z tych małych kroków, które cały czas robimy".
Podkreślił, że jego oraz Ferrari powrót do formy – kolega z zespołu Charles Leclerc wygrał dwa tygodnie temu Grand Prix Wielkiej Brytanii, a Hamilton był trzeci – to efekt połączenia wielu ulepszeń.
"Lepsza realizacja przez cały weekend, lepsze zrozumienie samochodu, ogrom pracy zespołu nad rozwojem auta i kierunek, w którym obaj kierowcy pchają ten projekt – to wszystko ma znaczenie" - stwierdził.
Przyznał, że Mercedes wciąż pozostaje najlepszym zespołem, mając najlepszy samochód w stawce, ale podziękował Ferrari za zbudowanie w tym roku szybkiego i niezawodnego auta.
"Zbudowanie szybkiego i niezawodnego samochodu to nie jest łatwe zadanie" - powiedział. "Dlatego jestem im za to bardzo wdzięczny, a ja mogę tylko starać się wycisnąć z auta wszystko, co się da – w każdym okrążeniu i w każdym punkcie".
Leclerc przyznał, że – podobnie jak przed Silverstone – uważa, iż Mercedes będzie miał przewagę mocy w Belgii.
"Szczerze mówiąc, byłem zaskoczony, że byliśmy tak mocni w Wielkiej Brytanii, ale mieliśmy szczęście w wyścigu, bo Kimi miał problem" - powiedział. "Dlatego uważam, że tutaj na Spa to Mercedes wciąż jest faworytem".
