W trakcie spotkania Ostapenko skarżyła się na zachowanie trenera rywalek, a po jego zakończeniu zawodniczki z Tajwanu nie podały sobie rąk przy siatce.
Łotyszka, triumfatorka French Open 2017 w grze pojedynczej, twierdziła, że szkoleniowiec przeciwnej pary klaskał i krzyczał przy jej błędach, sarkastycznie oceniając jej uderzenia po chińsku, co tłumaczyła jej partnerka deblowa.
"Robią to, bo nie mogą nas pokonać" – powiedziała Łotyszka sędziemu. Nazwała zachowanie trenera „bardzo lekceważącym” i zażądała obecności chińskiego tłumacza na korcie.
Po tym, jak sędzia zgodził się zbadać sytuację, rozstawiona z numerem czwartym łotewsko-tajwańska para pewnie wygrała w dwóch setach.
Ostapenko uczciła zwycięstwo, krzycząc w kierunku ławki rywalek. Przy siatce wszystkie zawodniczki uścisnęły sobie dłonie z wyjątkiem tenisistek z Tajwanu, których rodziny od dawna są w konflikcie.
To nie pierwszy raz, kiedy 29-letnia Ostapenko znalazła się w podobnej sytuacji na korcie podczas US Open. W ubiegłym roku pokłóciła się z Amerykanką Taylor Townsend, która - jak powiedziała - „nie ma żadnego wykształcenia ani klasy”. Później przeprosiła za swoje słowa.
W turnieju debla Katarzyna Kawa i Czeszka Anna Siskova odpadły w pierwszej rundzie, a w drugiej - Maja Chwalińska i Magda Linette.
