Chwalińska: To jest Wimbledon, nie chciałam skreczować. Popłaczę sobie chwilę i działamy dalej

Chwalińska: To jest Wimbledon, nie chciałam skreczować. Popłaczę sobie chwilę i działamy dalej
Chwalińska: To jest Wimbledon, nie chciałam skreczować. Popłaczę sobie chwilę i działamy dalejREUTERS/Marko Djurica

Maja Chwalińska, która walcząc z problemami zdrowotnymi odpadła w pierwszej rundzie wielkoszlemowego Wimbledonu, przekazała, że jeszcze nie wie, czy zagra w deblu, do którego jest zgłoszona. Polska tenisistka doznała urazu kostki i zmagała się ze skurczami.

Chwalińska przegrała z Mananchayą Sawangkaew z Tajlandii 6:2, 5:7, 2:6. W drugim secie prowadziła 5:2 i 40-30, co oznaczało piłkę meczową przy serwisie rywalki. W trakcie wymiany Polka biegła w swoją lewą stronę i poślizgnęła się.

25-latka z Dąbrowy Górniczej przyznała, że znacznie poważniejsze od urazu stawu skokowego okazały się skurcze, które dokuczały jej z wyjątkową siłą.

"Już pod koniec drugiego seta zaczęły łapać mnie skurcze w całym ciele. Myślę, że ich źródło nie było czysto fizyczne. Na pewno miał też udział stres, intensywny czas przed Wimbledonem, bo nie miałam perfekcyjnych przygotowań. To był jeden z najcięższych meczów w mojej karierze. Nowe doświadczenie dla mnie. Popłaczę sobie chwilę i działamy dalej" - powiedziała Chwalińska.

"Nigdy mi się skurcze nie zdarzyły aż w takiej skali, żeby mnie aż tak bardzo ograniczały" - dodała.

Finał French Open, do którego dotarła trzy tygodnie temu, spowodował wybuch zainteresowania jej osobą. Choć przygotowania nie były perfekcyjne, to tenisistka zapewnia, że zrobiła co mogła i nie ma do siebie pretensji.

Na początku trzeciego seta poniedziałkowego meczu można było mieć nadzieję, że Chwalińska rozstrzygnie spotkanie na swoją korzyść. Objęła prowadzenie 2:0, ale był to efekt przede wszystkim serii błędów Sawangkaew. Polka cały czas zmagała się z bólem, na krecz jednak się nie zdecydowała. Nie wygrała już żadnego gema i po dwóch godzinach oraz 40 minutach opuściła kort pokonana.

"To jest Wimbledon, nie chciałam skreczować. Miałam skurcze i wiedziałam, że nie ryzykuję zdrowia grając dalej. Mogłabym żałować, gdybym skreczowała, więc chciałam grać dalej" - podkreśliła.

"Nie było tak, że wierzyłam do końca, że mogę wygrać. Po prostu chciałam zagrać najlepiej jak potrafię, choć wiedziałam, że przy moim stylu w takiej sytuacji (skurczów - PAP) będzie to bardzo trudne" - dodała.

Chwalińska, która otrzymała od organizatorów Wimbledonu tzw. dziką kartę, była rozstawiona z numerem 20. Natomiast jej poniedziałkowa rywalka, obecnie 164. w światowym rankingu, dostała się do drabinki głównej z kwalifikacji.

Do gry podwójnej zgłoszona jest w parze z Austriaczką Sinją Kraus. Udział w deblu uzależniony jest od stanu stawu skokowego i za wcześnie jest, aby podjąć ostateczną decyzję.

Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen