Hokeiści Florida Panthers w wielkim finale NHL po pokonaniu New York Rangers

Reklama
Reklama
Reklama
Więcej
Reklama
Reklama
Reklama

Hokeiści Florida Panthers w wielkim finale NHL po pokonaniu New York Rangers

Florida Panthers zagrają o Puchar Stanleya
Florida Panthers zagrają o Puchar StanleyaAFP
Hokeiści Florida Panthers pokonali na własnym lodowisku New York Rangers 2:1, wygrali serię play off 4-2 i po raz trzeci w historii klubu awansowali do wielkiego finału ligi NHL. Pucharu Stanleya jeszcze nie zdobyli.

Szósty pojedynek "Panter" z najlepszymi w sezonie zasadniczym NHL Rangers miał podobny przebieg do czterech poprzednich, kiedy o zwycięstwie jednej z drużyn decydowała jedna bramka (tylko pierwsze starcie ekipa z Florydy wygrała 3:0).

Gospodarze prowadzenie uzyskali 50 sekund przed końcem pierwszej tercji – nowojorczycy zgubili krążek, wyprowadzając atak z własnej tercji i po szybkiej wymianie podań Sam Bennett płaskim strzałem pokonał Igora Szestiorkina. To jego szóste trafienie w 12. występie w tegorocznym play-off, ale czwarte w finałowej serii na Wschodzie i w trzecim kolejnym spotkaniu.

Druga odsłona nie przyniosła zmiany wyniku. Natomiast w 50. minucie hokeiści z Sunrise wykorzystali nieporadność rywali i po zagraniu przed bramkę Władimir Tarasienko z bliskiej odległości podwyższył na 2:0.

Gdy zegar wskazywał 100 sekund do końcowej syreny, Artemi Panarin uzyskał honorowego gola dla Rangers, ale doprowadzić do remisu już im się nie udało.

Panthers po raz drugi z rzędu okazali się najlepsi we wschodniej "połówce" ligi i w nagrodę otrzymali Puchar Księcia Walii, nagrodę przyznawaną za ten sukces od stu lat. Mimo spektakularnej celebry, hokeiści – inaczej niż przed rokiem – nie sprofanowali tradycji i nie dotknęli trofeum. Przekaz był jasny – interesuje ich tylko najcenniejsza zdobycz, czyli Puchar Stanleya.

"W zeszłym roku chcieliśmy złamać tabu i dotknęliśmy puchar. Nie poszło nam w finale, więc teraz chcemy iść inną drogą" – zaznaczył Bennett.

Założony w 1993 roku zespół "Panter" po raz trzeci awansował do wielkiego finału NHL – w 1996 roku uległ w decydującej rozgrywce Colorado Avalanche 0-4, a przed rokiem nie dał rady Vegas Golden Knights, przegrywając 1-4.

O sprawdzeniu się porzekadła "do trzech razy sztuka" marzy też szkoleniowiec Panthers Paul Maurice, który przegrał dwa dotychczasowe finały w roli trenera – w 2002 roku z Carolina Hurricanes i przed rokiem z ekipą z Sunrise.

"Podoba mi się powiedzenie: +nie jesteś wcale aż tak dobry, żeby być pokornym+. Wiem też jednak, że bez moich zawodników nic bym nie znaczył" – przyznał 57-letni Maurice, który może zostać drugim najstarszym coachem, jaki po raz pierwszy wywalczył Puchar Stanleya. Rekordzistą pod tym względem jest... od roku Bruce Cassidy, który sięgnął po to trofeum, mając 58 lat.

Rywalem Panthers w wielkim finale będą hokeiści Edmonton Oilers, bądź Dallas Stars. Na razie "Nafciarze" prowadzą 3-2. Początek decydującej serii jest planowany na 8 czerwca.