Na kilka dni przed pierwszym meczem fazy play-off, gwiazdor Luka Dončić doznał kontuzji mięśnia dwugłowego uda, która wykluczyła go z gry na kilka tygodni. Tego samego dnia strzelec Austin Reaves nabawił się urazu skośnego brzucha drugiego stopnia, co również postawiło pod znakiem zapytania jego udział w play-offach.
Mimo braku dwóch podstawowych zawodników, drużyna napędzana przez LeBrona Jamesa stanęła na wysokości zadania i wyeliminowała Rockets po sześciu meczach. Reaves wrócił szybciej niż przewidywano, występując w dwóch ostatnich spotkaniach serii i pomagając Los Angeles awansować do kolejnej rundy. Lakers przystępowali do drugiej rundy z rozpędem i pewnością siebie.
Odpadnięcie wywołało pytania
Jednak sytuacja zmieniła się błyskawicznie. Powrót Dončicia się opóźniał i ostatecznie nie pojawił się już na parkiecie. Bez swojego najlepszego strzelca Lakers nie dali rady obrońcom tytułu, Oklahoma City Thunder.
Nawet James nie zdołał powstrzymać czterech kolejnych porażek, a Thunder bez problemu rozbili Los Angeles.
Sezon Lakers zakończył się nagle. Szybkie odpadnięcie wprawiło kibiców w osłupienie, ale niedługo po ostatnim gwizdku zaczęła docierać rzeczywistość. Co dalej z klubem, a przede wszystkim – co dalej z najlepszym strzelcem w historii NBA? Tuż po bolesnym zakończeniu rozgrywek James nie chciał jednoznacznie wypowiadać się o swojej przyszłości.
"Myślę, że pytaliście mnie już o zakończenie kariery i odpowiadałem na te pytania. Nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek powiedział: 'Tak, odchodzę na emeryturę" - przyznał James.
"Jeśli chodzi o moją przyszłość, szczerze mówiąc, nie wiem. To wszystko jest jeszcze świeże, bo dopiero co odpadliśmy z play-offów. I nie wiem. Nie wiem, co przyniesie przyszłość".
Rekordowe liczby w nowej roli
James właśnie zakończył rekordowy, 23. sezon w NBA. "Król" notował średnio 20,9 punktu, 6,1 zbiórki i 7,2 asysty, trafiając 51,5% rzutów z gry i 31,7% zza łuku.
Udowodnił, że wciąż należy do czołówki i potrafi rywalizować z najlepszymi. "Zostawiłem na parkiecie wszystko, co mogłem. Oczywiście, trochę zabrakło, ale nie patrzę na ten sezon jak na rozczarowanie, to na pewno" - powiedział James.
Mimo że wciąż notował elitarne statystyki, dla 41-letniego megagwiazdora był to sezon wyjątkowy pod względem indywidualnym.
W drugiej części rozgrywek James został przesunięty do bardziej wspierającej roli za plecami Reavesa i Dončicia, którzy stali się pierwszymi opcjami w ataku Lakers. James zaakceptował tę zmianę i przyniosła ona efekty – Lakers zakończyli sezon zasadniczy w imponującym stylu.
"Znalazłem się w sytuacjach, w których nigdy wcześniej nie byłem – ani w karierze, ani w życiu" - przyznał James.
"Nigdy nie byłem trzecią opcją w drużynie. Więc możliwość odnalezienia się w tej roli przez pewien czas, a potem powrót do roli, do której przywykłem przez całą karierę, i ponowne odnalezienie się... To było dla mnie naprawdę ciekawe na tym etapie kariery".
I choć James wydawał się czerpać satysfakcję z gry w Lakers, być może jest gotowy na nowe wyzwanie. Spędził w LA już osiem sezonów, co jest najdłuższą nieprzerwaną serią w jednym klubie w jego karierze. Po dołączeniu do Lakers w 2018 roku poprowadził zespół do 17. mistrzostwa NBA w 2020 roku.
Nadchodzą zmiany
Jednak od czasu podniesienia trofeum Larry’ego O’Briena organizacja nie była już blisko walki o kolejny tytuł. W sześciu kolejnych sezonach po mistrzostwie Lakers pięć razy awansowali do play-offów, ale aż czterokrotnie jako siódmy zespół konferencji.
W tym roku zajęli czwarte miejsce, ale ostatecznie musieli uznać wyższość Thunder. Kluczowe pytanie pozostaje więc bez odpowiedzi – czy Los Angeles Lakers są w stanie walczyć o mistrzostwo?
Obecny skład nie był do tego zdolny, a najprawdopodobniej latem dojdzie do przetasowań w kadrze.
Reaves, Rui Hachimura, Jaxson Hayer i Luke Kennard odegrali kluczowe role w Lakers, ale wszyscy są wolnymi agentami. DeAndre Ayton i Marcus Smart mają opcje zawodnika.
James wchodzi w offseason bez kontraktu i bez opcji zawodnika, co oznacza, że będzie niezastrzeżonym wolnym agentem i może podpisać umowę z dowolnym klubem w lidze.
I choć James kocha Los Angeles, jego celem pozostaje walka o mistrzostwo. "Osiągnąłem już wszystko. Widziałem już wszystko" - podkreślił James. "Możliwość rywalizacji i walka o tytuły – to mnie napędza".
Czas pokaże, czy uzna, że może jeszcze powalczyć o trofeum w LA, czy może gdzieś indziej. Według źródeł z ligi James uważa, że dał Lakers wszystko, co najlepsze, podczas gdy klub nie docenił jego wkładu.
Końcówka sezonu ujawniła kulisy zdarzenia, które nadwyrężyło relacje Jamesa z organizacją.
Ostatniego dnia marca Lakers pokonali u siebie Cavaliers. Nie była to jednak zwykła wygrana – tego wieczoru James wyprzedził Kareema Abdula-Jabbara pod względem liczby zwycięstw w historii NBA. W tym samym meczu Dončić przekroczył granicę 15 000 punktów w karierze, a Hachimura – 5 000.
Po spotkaniu Rob Pelinka, prezes ds. operacji koszykarskich, pojawił się w szatni z piłką meczową w rękach. Po przemowie piłka nie trafiła jednak do Jamesa. Ani do Dončicia, ani do Hachimury.
Pelinka przekazał ją trenerowi JJ Redickowi, który właśnie odniósł setne zwycięstwo w roli szkoleniowca. I choć James miał świetne relacje z Redickiem, podobno odebrał ten gest jako kolejny przykład niedocenienia przez klub jego osiągnięć.
Decyzja dojrzewa
Mimo wszystko James jest uzależniony od procesu, a jeśli będzie w stanie dawać z siebie wszystko, chce dalej grać.
"Dla mnie najważniejszy jest proces. Jeśli wciąż będę zakochany w tym, by pojawiać się w hali pięć i pół godziny przed meczem, by zacząć przygotowania, dawać z siebie wszystko, rzucać się po piłki, robić wszystko, co trzeba, by wyjść i grać" - mówi James.
"Przychodzę na treningi – jeśli trening jest o jedenastej, ja jestem już o ósmej, przygotowuję ciało, głowę, szykuję się do pracy".
Możliwe, że koszykarska droga Jamesa zbliża się do końca i świat wkrótce będzie świadkiem ostatniego rozdziału jednej z największych karier w historii sportu.
James zapowiedział, że zamierza poświęcić czas na refleksję nad sezonem i rozmowę z rodziną o przyszłości. I choć jego kolejny ruch – i kierunek – pozostają nieznane, jedno jest pewne: każda decyzja Jamesa znów wpłynie na układ sił w NBA.
