Polka grała na bardzo wysokim poziomie, zyskiwała przewagę w zdecydowanej większości wymian i popisywała się kapitalnymi zagraniami kończącymi. Bardzo szybko okazało się, że Amerykanka po prostu nie ma dziś argumentów na tak grającą Igę, a z kolejnymi minutami sama popełniała coraz więcej prostych błędów.
Już sam początek meczu zwiastował dobry mecz w wykonaniu Świątek - pewnie wygrany pierwszy gem serwisowy, a potem szybkie przełamanie zwieńczone podwójnym błędem Peguli. Po trzech pierwszych gemach mieliśmy na tablicy wyników 3:0 dla Polki i naprawdę dużo piłek przez nią zagranych, które całowały linie i wprawiały w osłupienie jej rywalkę oraz całą widownię na Campo Centrale.
Po dwóch kolejnych gemach było już 5:0 i wydawało się, że set zmierza nieuchronnie do końca, ale wtedy Amerykanka pierwszy raz nawiązała walkę. Wymiany były długie od samego początku spotkania, ale w końcówce seta pierwszy raz były toczone w bardziej wyrównany sposób, a Pegula zmusiła nawet Świątek do pojedynczych błędów i wygrała gema.
Polka pozwoliła jej jednak tylko na tyle w pierwszym secie. Jej forhendowe uderzenia nie znajdowały dziś odpowiedzi rywalki i błyskawicznie doprowadziły do drugiej partii.
Druga odsłona spotkania była jeszcze bardziej jednostronna, bo Świątek grała swoje, a Pegula zupełnie zapomniała o udanych zagraniach w końcówce pierwszego seta i popełniała niezliczoną liczbę bardzo prostych błędów. Regularnie wyrzucała piłki na aut, nie trafiała w kort grając przy siatce, a także próbowała skrótu, który lądował na siatce.
Amerykance zupełnie nic nie wychodziło, a Polka po prostu utrzymywała swój poziom i przyjmowała na swoje konto kolejne punkty.
Sytuacja na chwilę zmieniła się w piątym gemie, w którym Pegula pierwszy raz obroniła swój serwis, ale nawet to zrobiła po dwóch obronionych break pointach. Świątek była bezbłędna przy swoim serwisie i mimo że finalnie w drugim secie oddała rywalce dwa gemy, to całkowicie zdominowała dzisiejszy ćwierćfinał i może z optymizmem oczekiwać rywalizacji w półfinale.
