W czwartek Dziki wyraźnie triumfowały w Sopocie 107:92, jednak w sobotę lepsi 81:78 okazali się gospodarze.
"To był prawdziwy mecz play-off. Dużo było walki, ale także brudnych zagrań. Nie udało nam się odnieść drugiej wygranej, chociaż wydawało się, że kilka razy mogliśmy przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, jednak zawsze czegoś nam brakowało" – skomentował Frąckiewicz.
Środkowy warszawskiej drużyny przyznał, że w jego zespole słabo wyglądała komunikacja pomiędzy zawodnikami. Zauważył, że przegrali też zbiórkę (33 do 38) i mieli mniej asyst (11 do 19).
"Jest zatem kilka elementów do poprawienia. Tych negatywów po naszej stronie było sporo, a ulegliśmy tylko różnicą trzech punktów, mieliśmy także rzut na zwycięstwo. Było blisko, teraz dwa mecze w hali Koło, gdzie przy licznej, mam nadzieję, publiczności będziemy chcieli odnieść dwa zwycięstwa i zakończyć tę serię w Warszawie" – dodał.
Paradoksalne jest to, że w wygranym przez Dziki spotkaniu najlepszy snajper rozgrywek Landrius Horton zdobył zaledwie cztery punkty, natomiast w sobotę zagrał na swoim normalnym poziomie i rzucił 24 "oczka", natomiast jego drużyna poniosła porażkę.
Gospodarzom udało się jednak zatrzymać rywali w rzutach z dystansu. O ile w czwartek Warszawianie trafili aż 17 trójek, o tyle w rewanżu tylko dziewięć.
"W play-off trzeba mieć krótką pamięć. Po przegranym pierwszym spotkaniu zareagowaliśmy tak jak powinniśmy i odnieśliśmy zwycięstwo. Oczywiście były momenty i akcje, w którym mogliśmy zagrać lepiej i zdobyć więcej punktów, jednak liczy się efekt końcowy, czyli nasza wygrana" – stwierdził trener Trefla Mikko Larkas.
Fiński szkoleniowiec podkreślił także niesamowitą atmosferę w hali. "Kibice wspaniale nas dzisiaj dopingowali. Okazali się naszym szóstym zawodnikiem, który zdobył decydujące o zwycięstwie trzy punkty" – podsumował Larkas.
Kolejne dwa spotkania – we wtorek i czwartek – rozegrane zostaną w stolicy. Ewentualne piąty mecz odbędzie się w niedzielę w Sopocie.
