W ostatnich sezonach polska kadra skoczków była najstarsza w Pucharze Świata. Jej trzon stanowili urodzeni w 1987 roku Piotr Żyła i Stoch oraz Kubacki (1990). Za młodych byli natomiast uważani Aleksander Zniszczoł (1994), Jakub Wolny (1995) czy Paweł Wąsek (1999).
Zakończenie kariery przez Stocha, który obok Adama Małysza jest najbardziej utytułowanym polskim skoczkiem narciarskim, to niewątpliwie koniec pewnej epoki.
"Nastroje są dobre. Oczywiście jest inaczej, bo razem startowaliśmy w zawodach i jeździliśmy na obozy przez większą część naszego życia. To się skończyło, ale skaczemy i pracujemy dalej. Kamil wciąż jest naszym kolegą. Pod tym względem nic się nie zmienia" - przekazał Kubacki.
Odejście Stocha to nie jedyna zmiana, która w tym roku zaszła w polskich skokach. Wyniki październikowych mistrzostw kraju wskazują na to, że w kadrze trenera Macieja Maciusiaka dochodzi do zmiany pokoleniowej. Na Wielkiej Krokwi w Zakopanem triumfował 19-letni Kacper Tomasiak, przed 27-letnim Pawłem Wąskiem i 21-letnim Klemensem Joniakiem. Doświadczeni Kubacki i Żyła tym razem nie włączyli się do walki o podium.
"Nadal kocham skakać i chcę to robić jak najlepiej, więc nie potrzebuję dodatkowej motywacji. Oczywiście jestem zadowolony, jeżeli pokonuję młodszych zawodników i pokazuję, że nadal daję radę. Tym razem młodsi byli lepsi. Z tego trzeba się cieszyć. Wiecznie skakać nie będziemy. Mam nadzieję, że młodzi będą czerpać z naszego doświadczenia w przyszłości i będzie im trochę łatwiej rywalizować w Pucharze Świata" — oznajmił.
Mimo przeciętnego występu w mistrzostwach Polski Kubacki podkreślił, że Wielka Krokiew pozostaje jego ulubionym obiektem.
"Po pierwsze, to skocznia domowa. Po drugie, atmosfera podczas Pucharu Świata jest tutaj wyjątkowa na skalę całego cyklu. Oczywiście, są też inne skocznie, które lubię, jednak Zakopane jest na pierwszym miejscu. Na drugim - Planica, gdzie są loty narciarskie i też panuje tam wybitna atmosfera" — uzasadnił.
Kubacki w klasyfikacji generalnej Letniej Grand Prix zajął 23. miejsce, choć na zakończenie cyklu w niemieckim Klingenthal odpadł w kwalifikacjach. Nie wiadomo, czy zostanie powołany na inaugurację Pucharu Świata w norweskim Lillehammer (20-22 listopada).
"Zima jest blisko, a praca cały czas jest potrzebna. Widzę po swoich skokach, że są pewne niedociągnięcia. Cały czas staram się wyeliminować błędy i na spokojnie, ale sukcesywnie, się poprawiać" - zadeklarował.
Stefan Horngacher w latach 2016-19 był trenerem polskiej kadry. Następnie prowadził reprezentację Niemiec. W tym roku wrócił do pracy w Polskim Związku Narciarskim. Został koordynatorem systemu szkolenia.
"Współpraca układa się nam bardzo dobrze. Stefan jest cały czas przy nas i podpowiada. Ma ogromną wiedzę, więc staramy się z tego korzystać, co widać po naszych skokach. Mnie jeszcze trochę brakuje, ale jak popatrzymy na Kacpra, Pawła i Klemensa, to rzeczywiście ta współpraca procentuje" - ocenił Kubacki.
Horngacher jest znany ze swojej stanowczości. Jako trener bywał bardzo surowy dla zawodników.
"Teraz ma trochę inną funkcję, nie jest głównym trenerem. To nie jest tak, że przychodzi i wali pięścią w stół. Ale myślę, że gdyby zaszła taka potrzeba, to tak by zrobił" - wspomniał skoczek.
Kubacki to bardzo utytułowany zawodnik. Ma w dorobku dwa brązowe medale olimpijskie oraz pięć medali mistrzostw świata: dwa złote i trzy brązowe. Wygrał Turniej Czterech Skoczni i czterokrotnie triumfował w Letniej Grand Prix. Jednak w wieku 36 lat coraz trudniej nawiązać mu do tamtych osiągnięć.
"Chciałbym się po prostu prezentować z dobrej strony w Pucharze Świata, bo to, co pokazywałem w ostatnim sezonie, to nie jest mój poziom i na pewno by mnie to nie zadowoliło. Wiem, że fizycznie stać mnie, żeby wrócić do czołówki. Teraz trzeba trochę podgonić technikę" - wskazał.
Przebieg kariery Kubackiego jest nietypowy. Największe sukcesy zaczął odnosić w wieku 29 lat. Wygrał 11 indywidualnych konkursów Pucharu Świata, z czego sześć po 30. urodzinach.
"Wydaje mi się, że po prostu musiałem sobie to wypracować. W dzieciństwie nikt nie określał mnie mianem wielkiego talentu, ale wiedziałem, do czego chcę dążyć i co chcę osiągnąć. Ciężką pracą z roku na rok sukcesywnie wspinałem się w hierarchii, aż znalazłem się w ścisłej czołówce. Wydaje mi się, że dalej mnie na to stać, dlatego dalej chcę to robić" - zaznaczył.
"Karierę będę podsumowywać, jak skończę skakać. Jeszcze wierzę w to, że stać mnie na dobre skoki, fajne chwile na skoczni i tego się trzymam" - zakończył.
