"Jesteśmy szczęściarzami, że możemy grać w takich halach i przy takich kibicach" – mówił po meczu Jakub Popiwczak, libero Aluronu CMC Warty Zawiercie. Nie był zadowolony, bo jego drużyna tylko w pierwszym secie była równorzędnym rywalem Bogdanki LUK-u.
Był to set niezwykle zacięty, trwający 40 minut. Więcej szans na wygraną mieli siatkarze z Zawiercia, ale – jak podsumował ich kapitan Mateusz Bieniek – w końcówce zabrakło im cierpliwości. Popsuli trzy zagrywki z rzędu, a dwa ostatnie punkty oddali po błędach w ataku.
Zespół Bogdanki LUK-u, prowadzony przez mistrza Europy Marcina Komendę, rozkręcał się z akcji na akcję. Doskonale spisywał się Wilfredo Leon, który miał trzy asy serwisowe, w ważnych momentach. Po najmocniejszym piłka leciała z prędkością 132 km/h.
Gdy w trzecim secie mistrzowie Polski, po zmianach w składzie, zaczęli grać na miarę swoich ogromnych możliwości, Leona wsparł w polu zagrywki Francuz Mosse Gueye, dzięki czemu ich drużyna zdobyła pięć punktów z rzędu i nie pozwoliła rywalom zbliżyć się do siebie. "Gdy wracaliśmy do gry, wchodzili na zagrywkę Leon i Gueye" – mówił Michał Winiarski, trener Aluronu CMC Warty.
"Pierwszy set zaważył na tym, jak potoczyły się losy meczu" – podsumował Marcin Komenda, wybrany na najlepszego zawodnika spotkania. Bogdanka LUK znakomicie zaczęła sezon – mecz o AL-KO Superpuchar był trzecim w jej wykonaniu, w żadnym nie straciła nawet seta. "Zawiercie zagrało dużo lepiej niż z Katowicami i ZAKSĄ, ale my byliśmy lepsi" – uważał Stephane Antiga, trener lubelskiej drużyny.
Bogdanka LUK Lublin zdobyła AL-KO Superpuchar Polski drugi raz z rzędu. Rok temu – jako mistrz kraju – pokonała JSW Jastrzębski Węgiel, teraz była lepsza jako zdobywca Pucharu Polski.
