"Nie taki Wimbledon sobie wyobrażałam, ale taki jest czasem tenis. Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie, naprawdę to doceniam” - napisała Chwalińska na Instagramie.
W poniedziałek przegrała z Mananchayą Sawangkaew z Tajlandii 6:2, 5:7, 2:6. W drugim secie prowadziła 5:2 i 40-30, co oznaczało piłkę meczową przy serwisie rywalki. W trakcie wymiany Polka biegła w swoją lewą stronę i poślizgnęła się. Później nie była w stanie nawiązać rywalizacji z Tajką, choć do końca walczyła, chcąc uniknąć kreczu.
25-latka z Dąbrowy Górniczej przyznała na konferencji prasowej, że znacznie poważniejsze od urazu stawu skokowego okazały się skurcze, które dokuczały jej z wyjątkową siłą.
W pierwszych wypowiedziach po poniedziałkowej porażce Chwalińska sugerowała, że w Londynie zobaczymy ją dopiero za rok. Jednocześnie jej manager zapowiadał jeszcze we wtorek, że ostateczna decyzja o grze podwójnej nie zapadła. Dopiero wieczorem została potwierdzona. Powodem jest stan zawodniczki po lekkim skręceniu kostki.
