Przejdź do głównej treści

Mecz przyjaźni? Nic takiego, Legia "rozpapszuniła" Radomiaka na otwarcie kolejki

Mecz przyjaźni? Nic takiego, Legia "rozpapszuniła" Radomiaka na otwarcie kolejki
Mecz przyjaźni? Nic takiego, Legia "rozpapszuniła" Radomiaka na otwarcie kolejkiPAP / Leszek Szymański

Od debiutanckiego trafienia Savcika do gola Adamskiego na 3:0 minęło tylko 10 minut. Radomiak był rozbity już po kwadransie i po laniu w Warszawie można martwić się o Bartłomieja Gradeckiego - bramkarz "Zielonych" rozegrał mecz z gatunku tych, po których trudno się podnieść.

Na trybunach mecz przyjaźni, ale na boisku w piątek mieliśmy oglądać ważny sprawdzian obu ekip. Czy machina Marka Papszuna faktycznie jest już dostatecznie naoliwiona? Czy Radomiak poprawił błędy po stracie sześciu goli w dwóch ostatnich meczach?

Sprawdź szczegóły meczu Legia Warszawa – Radomiak Radomiak

Oceny zawodników Legii za mecz z Radomiakiem
Oceny zawodników Legii za mecz z RadomiakiemFlashscore

Faworyci rozpoczęli z dużym entuzjazmem, a presja nakładana na Radomian szybko zaczęła dawać efekty, gdy Łukasz Zjawiński zablokował wybicie Gradeckiego, jeszcze bez konsekwencji. Te przyszły jednak dwie minuty później: golkiper chciał wyprowadzić piłkę do Luquinhasa, ale Wszołek przeciął piłkę, dograł natychmiast do Michala Sevcika i ten zdołał uderzyć kąśliwie. Choć bramkarz mógł zachować się lepiej, to piłka szła też precyzyjnie pod słupek.

Nie minęły pełne trzy minuty, a miejscowi cieszyli się z drugiego gola, choć na raty. Pierwszą radość zmącił liniowy, który dostrzegł pozycję spaloną przy rzucie wolnym. Dostrzegł prawidłowo, tyle że Piątkowski nie brał udziału w zdobytym trafieniu i VAR pozwolił uznać dobicie Augustyniaka za prawidłowe.

Rozsypani goście nie byli gotowi na przyjmowanie kolejnych ciosów, co Legii nie powstrzymywało. W 17. minucie Ruben Vinagre pognał lewą stroną do linii końcowej i wrzucił spod niej piłkę do Rafała Adamskiego, który wyrósł w polu karnym i głową wpakował piłkę poza zasięgiem bramkarza.

Radomiak stopniowo wygasił impet miejscowych, tyle że bagaż do odrobienia wydawał się już zbyt duży. Dopiero w 33. minucie Tapsoba wrzucił piłkę na głowę Grzesika, który był zbyt odchylony i posłał ją w piłkochwyt. Przejęta pozornie inicjatywa nie zdała się zresztą na wiele, bowiem w 44. minucie Szcześniak wybijał wrzutkę Wszołka przed pole karne. Tam Bartosz Kapustka minął obrońcę, huknął z dystansu pod poprzeczkę i po ręce Gradeckiego piłka ugrzęzła w siatce.

Choć rywale byli już na łopatkach, miejscowi zaczęli drugą połowę od strzału Augustyniaka w boczną siatkę. I Radomiak bynajmniej nie zdołał znaleźć w szatni sposobu na poprawę sytuacji. Nie było też mowy o lepszym wejściu Bartłomieja Gradeckiego w drugą połowę spotkania, bo już w 51. minucie – znów po jego ręce – piłka ponownie weszła do siatki. Wszołek z lewej po ziemi znalazł Kapustkę, a ten z granicy pola karnego precyzyjnie wpakował piłkę do siatki.

Od tego momentu Wojskowi już nie gnębili golkipera przyjezdnych. Kolejne zmiany w Legii miały tylko dać wytchnienie, podczas gdy u gości poszukiwanie ożywienia nie dało efektów. Były wprawdzie strzały na bramkę Otto Hindricha, jednak rumuński bramkarz pozostał niezagrożony. Po wygranej 5:0 Legia wraca na szczyt Ekstraklasy i zostanie na nim pod nieobecność Lecha, który wraca z Wysp Owczych.

Statystyki meczu Legia - Radomiak
Statystyki meczu Legia - RadomiakFlashscore

Piłka nożna

Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen