Przejdź do głównej treści

Okiem redakcji: Klasyki w Warszawie i Barcelonie, w Teksasie wielka szansa Antonellego

Okiem redakcji: Klasyki w Warszawie i Barcelonie, w Teksasie wielka szansa Antonellego
Okiem redakcji: Klasyki w Warszawie i Barcelonie, w Teksasie wielka szansa AntonellegoREUTERS/Albert Gea

Kalendarz wydarzeń sportowych w ten weekend wyraźnie stopniuje napięcie, a niedzielny finał zapowiada się jak prawdziwa uczta dla fanów sportu. Od klasyku polskiej Ekstraklasy, przez 265. El Clasico na Camp Nou, po Grand Prix USA w Formule 1 z potencjałem koronacji najmłodszego mistrza świata.

Legia Warszawa – Lech Poznań (niedziela, 17:30)

Rywalizacja tych klubów w minionych sezonach potrafiła rozczarować, ale nawet uwzględniając mdłe remisy czy skromne wygrane musimy powiedzieć sobie jasno: polska piłka nie ma dziś większego klasyku.

Spotkanie Legii z Lechem to starcie tytanów zwłaszcza w obecnych rozgrywkach. Legioniści są ostatnią niepokonaną drużyną i dyszą na kark obrońcom mistrzowskiej korony. Lech z kolei w lidze potrafi rozszarpać rywali, ale po europejskich starciach liże bolesne rany. Legia nie ma ich po czym lizać, bo do Europy nie awansowała, a z krajowego pucharu odpadła na pierwszym rywalu.

Marek Papszun postanowił przed meczem posypać szczyptą soli poznańskie rany, wypominając Kolejorzowi, że "duże mecze mu nie wychodzą". Choć ten ostatni z Legią wyszedł całkiem nieźle (4:0 w Poznaniu), to od pamiętnego kwietniowego popołudnia Warszawiacy faktycznie są w Ekstraklasie niepokonani.

Trudno o lepszy test dla możliwości i aspiracji obu zespołów niż bezpośrednie starcie. Zwłaszcza po potknięciu Górnika Zabrze rywalizacja na ligowym podium nabiera rumieńców. W niedzielę Lech może odzyskać fotel lidera, ale może też spaść za plecy Legii. Osobiście stawiam na scenariusz korzystny dla Kolejorza, choć statystycznie – jak widać poniżej – wszystko może się wydarzyć.

Statystyczne prawdopodobieństwo wygranej w meczu Legia - Lech
Statystyczne prawdopodobieństwo wygranej w meczu Legia - LechFlashscore

El Clasico (niedziela, 21:00)

Oba kluby wysupłały latem w okolicach 200 milionów euro na wzmocnienia i choć to Real Madryt miał korzystniejszą sytuację na rynku (a Barca sama jest sobie winna...), drużyna budowana dla Jose Mourinho ma już swoje rysy na wizerunku. Porażki z Betisem i w miejskich derbach ciążą, zwłaszcza w kontraście z niebywałym startem Barcelony, która w niedzielę może ustanowić rekord 10 zwycięstw z rzędu od początku sezonu LaLiga.

Rzadko zdarzało się, by Real tracił już na tak wczesnym etapie sześć punktów do odwiecznego rywala, dlatego cel Królewskich jest tylko jeden: zredukować dystans do trzech oczek na Camp Nou. Poprzeczka wisi wyjątkowo wysoko, bo ostatni triumf na tym boisku Real notował sześć sezonów wstecz, gdy oba zespoły były w odmiennym położeniu.

Pociechą dla Madrytczyków może być Liga Mistrzów, gdzie to oni mają komplet zwycięstw na koncie, a Barca we wtorek poległa w Paryżu. Hansi Flick celowo rotował składem, a piłkarze zapewniają, że ten wynik nie będzie im ciążył, ale dopiero murawa w niedzielny wieczór to zweryfikuje.

Blaugrana jest bardzo mocnym faworytem ekspertów (Opta daje blisko 60 proc. szans na wygraną) i bukmacherów, ale czy faktycznie chcemy rozgrywek LaLiga, gdzie już po 10 meczach Barca ma 9 pkt buforu? Ja wolę emocje do 38. kolejki (no dobra, zejdę do 34-36) i dlatego przekornie liczę, że Duma Katalonii straci punkty, za to Mourinho nie straci twarzy i pozostanie wielkim strategiem nie tylko w swoim mniemaniu.

LaLiga: Barcelona - Real Madryt (zapowiedź wideo)
Flashscore

 

Grand Prix USA (niedziela, 21:00)

Kimi Antonelli już w ten weekend może zostać najmłodszym w historii mistrzem świata Formuły 1. Powiedzmy sobie szczerze - zostanie nim niemal na pewno w najbliższych tygodniach, ale może uczynić to już na torze w amerykańskim Austin. Co musi się stać, aby 20-letni Włoch triumfował w klasyfikacji generalnej już w niedzielę tuż przed północą czasu polskiego?

Przede wszystkim sam musi wygrać wyścig w stanie Teksas. Tylko wygrana daje mu bowiem szansę, by zaklepać sobie mistrzostwo świata już w ten weekend. Do tego muszą zostać spełnione dwa warunki - jego zespołowy partner George Russell musi minąć linię mety na dziewiątym lub niższym miejscu, a Lewis Hamilton z Ferrari musi dojechać co najwyżej na piątej lokacie.

Na dzisiaj matematyczne szanse na mistrzostwo ma jeszcze kilku innych kierowców, ale przy niedzielnej wygranej Antonellego automatycznie stracą oni nawet ostatnią nadzieję.

Szansa na spełnienie się takiego scenariusza nie jest wcale taka niska - Włoch wygrał aż 8 z 17 wyścigów w tym sezonie, a Russell w aż pięciu, w tym dwóch ostatnich, nie był w stanie dojechać do mety w czołowej ósemce, co oczywiście może dziwić, biorąc pod uwagę jego wciąż obecne aspiracje do mistrzostwa. Hamilton z kolei sześciokrotnie dojeżdżał do mety poza pierwszą czwórką. Gwiazdy mogą się więc ułożyć w taką kombinację, że w niedzielę będziemy mieli nowego mistrza świata.

Wybierz Flashscore w GoogleCzytaj nasze artykuły częściej
DodajDodaj w Google
Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen