Wisła Kraków – Cracovia (piątek, 20:30)
Choć statystycy spierają się o liczbę rozegranych już meczów, to rozgrywane od 1908 roku derby Krakowa są najstarszą trwającą rywalizacją w Ekstraklasie. Bilety rozeszły się ekstremalnie szybko i na sektory gospodarzy, i na sektor gości. Głód tego widowiska jest w Krakowie ogromny po długich 1650 dniach oczekiwania na kolejny pojedynek.
Trzeba sobie jednak powiedzieć, że określane jako wielkie derby Krakowa mecze nie były ostatnio aż tak wielkie. Od 2019 roku w żadnym pojedynku nie padło więcej niż dwie bramki. Dziś liczymy na przełamanie tego trendu. Wisła u siebie pozostaje bezbłędna, oferując wysoką intensywność i szybką, ofensywną grę. Jeśli dojdzie do tego skuteczność – a z tym jest różnie – Cracovia faktycznie ma się czego obawiać.

Podczas gdy w Wiśle atmosfera jest bardzo dobra, przyjezdni w tym sezonie przechodzą coś w rodzaju choroby autoimmunologicznej: Cracovia wyniszcza się od środka. Nie tak dawno kibice pomogli zwolnić dyrektora, zwalniający go prezes wyleciał kilka dni później, ale zanim odszedł, publicznie zadeklarował, że już wcześniej chciał zmienić trenera. A publiczna ocena właściciela chyba nie mogłaby być gorsza (choć nie powiedział ostatniego słowa).
W takiej atmosferze trudno o wysokie morale, a jednak absolutnie nie można Cracovii skreślać. Drużyna potrafi się posypać na oczach kibiców, ale potrafi też działać jak ranne zwierzę i na adrenalinie odgryzać się faworytom. Dlatego, jeśli ktoś stawia na gładkie zwycięstwo Wisły, może w piątek oglądać trudniejszy mecz niż się spodziewał.
Manchester United – Aston Villa (niedziela, 17:30)
W niedzielne popołudnie na Old Trafford zmierzą się dwa zespoły, które reprezentują Anglię w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów, ale patrząc na miejsca zajmowane przez nie w tabeli Premier League ciężko stwierdzić, by czekał nas wielki hit.
Manchester United znajduje się w gigantycznym kryzysie i po dziewięciu kolejkach zajmuje 17. miejsce, mając na koncie tyle samo punktów co będące w strefie spadkowej Crystal Palace. Czerwone Diabły w dramatycznych okolicznościach w końcu wygrały spotkanie, gdy w tygodniu przegrywały już z Romą 0:2 w Lidze Mistrzów, ale ostatecznie wygrały 3:2. Być może będzie to paliwo do powrotu na zwycięską ścieżkę także w lidze.

Aston Villa jest za to w środku tabeli ligowej, chociaż patrząc na tabelę z uwzględnieniem tylko ostatnich pięciu kolejek jest na bardzo wysokim trzecim miejscu. To jednak nie pokazuje pełnego spektrum formy drużyny z Villa Park, bo w ostatnich trzech meczach na wszystkich frontach ekipa Unaia Emery’ego nie odniosła żadnego zwycięstwa, a w środku tygodnia przyjęła lekcję futbolu od Barcelony.
Za faworyta niedzielnej potyczki trzeba uznać gospodarzy. Można wręcz założyć, że zwycięstwo sprawi, że Michael Carrick utrzyma posadę na okres przerwy reprezentacyjnej. Ewentualna porażka i znalezienie się na dwa tygodnie w strefie spadkowej będzie mogło skutkować zmianą na stanowisku menedżera.
Atletico Madryt – FC Barcelona (niedziela, 21:00)
Gospodarze w tygodniu ulegli co prawda Bayernowi, ale w Lidze radzą sobie świetnie. Mają serię siedmiu zwycięstw, drugą najdłuższą od sezonu 2021/22. A że na liście pokonanych jest wielki Real, apetyt na pokonanie obu gigantów z pewnością jest ogromny.
Tyle że Barcelona zwyciężyła na wszystkich pięciu odwiedzanych dotąd stadionach, ładując rywalom aż 22 gole! Katalończycy mają w dodatku szansę zanotować równie długą serię w wyjazdach na Metropolitano, gdzie wygrali cztery ostatnie pojedynki w ramach LaLiga. Colchoneros byli górą tylko w Copa del Rey, za to w Lidze Mistrzów w kwietniu przegrali, choć wystarczyło im to do awansu po zwycięstwie na Camp Nou.

W barwach gości na największą gwiazdę sezonu wyrasta bezsprzecznie Raphinha, choć nie można w tym przypadku mówić o drużynie z jednym wiodącym piłkarzem. Potencjał ofensywny lidera LaLiga zdradza gigantyczna liczba strzelonych dotąd goli – 46 w zaledwie 11 meczach.
Na pocieszenie dla gospodarzy, Blaugrana traci wyraźnie więcej goli, a do tego Atleti mogą liczyć na przeżywającego dobry okres Juliana Alvareza, który ma już na koncie cztery gole przeciwko Barcelonie w dziewięciu meczach. Poprawienie dorobku w meczu nr 10 będzie jego wielkim celem. Dlatego dopisywanie Katalończykom punktów przed pierwszym gwizdkiem trąci pychą, która miewa wysoką cenę. Z kolei podział punktów pewnie ucieszyłby Real, tuż za plecami Barcy i Atletico.
