Fleetwood - Arsenal 1:1 (5:3 po karnych)
Fani we Fleetwood mieli wielkie święto, gdyż na murawę czwartoligowego zespołu przyjechał mistrz Anglii Arsenal. Gospodarze nie zachwycają w swoich rozgrywkach. Po 13 kolejkach zajmują 18. miejsce, mając na koncie trzy zwycięstwa, pięć remisów i pięć porażek. W starciu ze słynnymi Kanonierami byli ogromnymi outsiderami, ale futbol pisał już w przeszłości bardziej szalone historie.
Na to nie chciał jednak pozwolić zespół Mikela Artety. Arsenal czeka w weekend hit Premier League z Liverpoolem, dlatego można było oczekiwać, że hiszpański szkoleniowiec dokona rotacji i postawi głównie na mniej eksploatowanych zawodników. Jego podopieczni przegrali w tym sezonie tylko raz, gdy we wrześniu ulegli Brighton. Poza tym spisywali się jak szwajcarski zegarek.
Tym razem trafili jednak na niezwykle walecznego rywala. 5327 widzów na stadionie Highbury ucieszył w 21. minucie napastnik Aaron Loupalo-Bi, który otworzył wynik. Zszokowany Arsenal oddał w pierwszej połowie tylko jeden strzał na bramkę, ale po przerwie przyspieszył i zaczął naciskać. Efektem był wyrównujący gol Viktora Gyokeresa. Na tym popis strzelecki Kanonierów się jednak skończył. W końcówce czerwoną kartkę zobaczył młody Max Dowman.
Mimo 79% posiadania piłki przez Arsenal i przewagi w liczbie strzałów 26:3 mecz po remisie w regulaminowym czasie gry zmierzał do konkursu rzutów karnych.
Fleetwood wykonywał swoje jedenastki wzorowo, a gdy w czwartej serii pomylił się Bruno Guimaraes, sensacja stała się faktem. Outsider może więc cieszyć się z awansu do ćwierćfinału Carabao Cup.
