Po porażce 1:2 na Węgrzech piłkarze mistrza Azerbejdżanu musieli odrobić bramkę straty, by wrócić do gry o historyczny debiut w Lidze Mistrzów. Na Stadionie Republikańskim mogli liczyć na wsparcie pełnych trybun.
Sprawdź szczegóły meczu Sabah – Hapoel

Bramkarz podarował rywalom pierwszego gola
Przyjezdni byli o włos od zepsucia nastrojów Azerom nastrojów już po dwóch minutach. Zlatanović świetnie rozegrał piłkę z Ahmedem na lewym skrzydle, a gdy przyjął piłkę od partnera, oddał strzał dający prowadzenie.
Radość Izraelczyków okazała się przedwczesna, VAR unieważnił trafienie. Pięć minut później azerscy mistrzowie powinni byli objąć prowadzenie, gdy piłkę na wolnym polu otrzymał Kaheem Parris. Uderzył tylko w słupek, a dobitka Mickelsa była niecelna.
Ostatecznie Hapoel Beer Szewa odzyskał to, co zabrał im początkowo VAR, gdy Pokatilov popełnił rażący błąd przy wyprowadzaniu piłki od bramki. Oddał piłkę rywalowi, obronił pierwszy strzał, ale nie utrzymał futbolówki i Zlatanović dobił na pustą bramkę.
Sabah miał już dwa gole do odrobienia, ale dopiero na półmetku pierwszej odsłony wyraźnie odzyskali kontrolę. W 23. minucie Rakhmonaliyev z 14 metrów posłał soczyste uderzenie z woleja, które wybronił Ofir Marciano. Nieco ponad 10 minut później Simić odpalił rakietę z blisko 30 metrów i wywalczył tylko rzut rożny.
Napór gospodarzy rósł i w końcu dał przełamanie w 38. minucie. Mickels lekko pogubił się w odbiorze podania penetrującego, a jednak udało się odegrać do Christiana Nwachukwu, który umieścił piłkę przy bliższym słupku.
Po przerwie Pokatilov popełnił jeszcze większy błąd
Do przerwy wciąż jeden gol dzielił oba zespoły, a w 49. minucie powinno być 2:1 dla Baku, gdy piłka po wysokim strzale Mickelsa wróciła po wewnętrznej stronie poprzeczki do gry. Pięć minut później ten sam zawodnik świetnie ułożył sobie piłkę do strzału, tylko czujna parada Marciano uratowała Hapoel.
Izraelczycy z trudem wyprowadzali piłkę poza swoją połowę, jednak po godzinie wypracowali rzut rożny, który odebrał nadzieję Azerom. Stas Pokatilov wyłapał spokojnie piłkę, po czym miał wypuścić kolegów do ataku niskim wrzutem. Tyle że po raz drugi oddał piłkę rywalom i Guy Mizrahi miękkim lobem załadował piłkę nad zdezorientowanymi rywalami do siatki.
Po tak bolesnym ciosie trudno odzyskać wiarę w wygraną, a jej resztki chciał Azerom z głowy wybić wprowadzony po przerwie Djibril Thialaw Diop. Defensor Hapoelu wybijał i blokował wszystko, co tylko mógł. Dopiero na kwadrans przed przerwą zastrzyk adrenaliny na ostatnią fazę meczu zapewnił Rakhmonaliyev. Chirurgicznym uderzeniem po ziemi z dystansu zmieścił piłkę przy słupku i znów Sabah był o gola od dogrywki.
"Puszka" asystą otworzył drzwi do raju!
W upalny i parny wieczór końcówka była ogromnym wyzwaniem dla obu ekip i widać to było po Tymoteuszu Puchaczu. Ciężki od potu strój wisiał na ociężałym zawodniku, gdy zanotował kolejną już stratę w końcówce i musiał dać z siebie jeszcze więcej, by błąd naprawić.
Wydawało się, że tego meczu Polak nie będzie dobrze wspominał, ale Sabah do samego końca naciskał. Po trzech minutach doliczonego czasu Orphe Mbina popisał się efektownym strzałem, a Marciano z wielkim trudem zbił piłkę na rzut rożny. Puchacz podszedł, wstrzelił piłkę, a tam do strzału z woleja dopadł Tellur Mutallimov, pakując piłkę do siatki.
Perspektywa dogrywki wydawała się ciążyć obu drużynom, ale okoliczności sprzyjały miejscowym. Po głupiej żółtej kartce Diop w kilka minut zarobił kolejną i osłabił Hapoel na 20 ostatnich minut. Z kolei minutę później wrzutka z wolnego w pole karne wylądowała na głowie Mbiny, który zmieścił piłkę w siatce rywali.
Po 100 minutach Sabah objął prowadzenie! Choć budowa akcji obu zespołom sprawiała na tym etapie kłopoty, to gospodarze próbowali dobić Izraelczyków, skutecznie broniąc się przed ich próbami ataków. W 113. minucie Xander Severina strzałem po ziemi prawie liznął słupek i wydawało się, że trzeba będzie trzymać koncentrację do końca.
Nic z tych rzeczy: w 115. minucie Mickels sam poszedł z piłką i przed wychodzącym Marciano huknął pod samą poprzeczkę, dając wynik 5:2, po którym Hapoel podnieść się nie mógł, zwłaszcza po drugiej czerwonej kartce (Peretz). To Sabah po raz pierwszy zagra w Lidze Mistrzów.

