W zeszłym tygodniu wyszło na jaw, po opisaniu sprawy przez dziennikarzy Wirtualnej Polski, że pod koniec sezonu 2025/26 Siemieniec napisał do sędziego Arkadiusza Kamila Wójcika – pracującego jako asystent bądź techniczny – wiadomość ws. ewentualnych żółtych kartek dla jego zawodników, którzy byli zagrożeni przymusową pauzą w ostatniej kolejce. Spotkanie Jagiellonii z GKS Katowice (2:2) prowadził Paweł Raczkowski. Podobne kontakty są zakazane przepisami PZPN, a gdy do nich dojdzie, arbitrzy mają to zgłosić do PZPN, co Raczkowski uczynił zaraz po meczu.
"Nie uważam, że nie możemy się odezwać do sędziego czy podać mu ręki. Jesteśmy ludźmi. Są różne wydarzenia organizowane przez Ekstraklasę czy akcje charytatywne. Jednak mam za sobą ponad 600 meczów w roli trenera i nigdy nie zdarzyło się, żebym przed meczem cyfrowo kontaktował się z sędziami prowadzącymi spotkanie. Jest tylko kurtuazyjna wymiana zdań" – powiedział Papszun na niedzielnej konferencji prasowej po spotkaniu ekstraklasy z Widzewem Łódź (1:1).
"Natomiast po meczu są emocje i zdarzają się niefajne sytuacje. Czasem trzeba przeprosić za swoje zachowanie. Po meczach bywało różnie, szczególnie gdy byłem młodszy. Byłem karany. Miałem gorącą krew. Teraz inaczej to wygląda, ale nigdy nie dochodziło do takich sytuacji" – kontynuował.
Papszun po raz pierwszy skomentował sprawę Siemieńca w czwartek na konferencji prasowej przed klasykiem z Widzewem. Wspomniał, że gdy prowadził Raków Częstochowa, to w jednym z meczów jego zdaniem na boisku dochodziło do dziwnych zdarzeń.
"Może niepotrzebnie to powiedziałem, ale postawcie się w mojej sytuacji. Usłyszałem o tym i od razu odtworzył mi się tamten mecz, gdzie widziałem dużo dziwnych zdarzeń. Jakie myśli mają mi się pojawiać? Żeby była jasność – nikogo nie oskarżam. Nie chcę nic insynuować. Wyraziłem po prostu swoją myśl, coś co wtedy zaświtało mi w głowie. Koniec tematu" – oświadczył trener Legii.
Komisja Ligi Ekstraklasy SA poinformowała, że zajmie się kontaktami Siemieńca z sędziami. Przewodniczący komisji Jarosław Poturnicki zaznaczył jednak, że sprawa nie ma charakteru korupcyjnego lub zarzutu manipulowania wynikiem.
"Co Adrian zrobił, to jego sprawa. Po ludzku jest mi go żal. W państwie prawa, jeśli ktoś popełnia wykroczenie, to trzeba poczekać na dochodzenie i wydać wyrok. Odpowiednie organy zbiorą materiały. Poczekajmy na to, jak zostanie to ocenione. Dla mnie to jest niedopuszczalna rzecz. Trenerzy przed meczem absolutnie nie powinni się kontaktować z sędziami w takich sytuacjach. Jednak nie palmy na stosie, bo może były okoliczności, o których nie wiemy" – podsumował Papszun.
