Były dyrektor sportowy Jagiellonii Białystok od spotkania z dziennikarzami rozpoczął w poniedziałek oficjalnie pracę w Widzewie. Były piłkarz łódzkiego klubu będzie w nim odpowiedzialny za sprawy sportowe, w tym przede wszystkim transfery oraz budowę zespołu, który nawiąże do dawnych sukcesów.
"Widzew ukształtował mnie jako człowieka i mam poczucie, że muszę mu coś oddać. Jestem już na tyle doświadczonym dyrektorem sportowym, że mam wyobrażenie oraz pomysł, jak doprowadzić ten klub do miejsca, o którym wszyscy marzymy. To był moment, w którym poczułem, że chcę spróbować zbudować coś nowego i zrobić coś dla Widzewa oraz polskiej piłki" – powiedział Masłowski o przyjęciu propozycji właściciela klubu Roberta Dobrzyckiego, który od dawna namawiał go do powrotu do Łodzi.
Masłowski zaznaczył, że jako szef pionu sportowego wie, jak ma wyglądać drużyna Widzewa, by znów liczyć się w walce o trofea. Dodał przy tym, że obecny zespół nie spełnia jego wizji, ale – jak mówił – nie oznacza to kolejnej rewolucji kadrowej.
"Zmiany oczywiście będą, bo to jest normalne. Ale dziś trudno mi powiedzieć, czy ten proces zajmie jedno, dwa, czy cztery okienka transferowe. Mam wyobrażenie drużyny, ale czekam też, kto do tego projektu się wpisze" – przekonywał.
Jak mówił, jego filozofią futbolu jest ofensywna gra i chce, by budowane przez niego drużyny wygrywały i przegrywały na swoich zasadach.
Przyznał, że zespół mający sprostać oczekiwaniom widzewskiej społeczności, chce stworzyć wokół trzonu, który mimo wielu zmian w kadrze nie został jeszcze wykrystalizowany.
"Nie mam poczucia, że któryś z obecnych piłkarzy zasługuje na status osoby, wokół której można budować tę drużynę. Są natomiast piłkarze, którzy mogą w niedalekiej przyszłości pełnić taką rolę, ale czas pokaże, czy oni to "dźwigną”. Przede wszystkim muszą być powtarzalni, gwarantować przez większość sezonu odpowiednią jakość i stabilność formy" – tłumaczył.
Nie ukrywał, że mimo niedzielnego zwycięstwa w Białymstoku nad Jagiellonią 2:0 i zdobycia pięciu punktów w trzech pierwszych kolejkach ekstraklasy, oczekuje od obecnego zespołu więcej jakości.
"Myślę, że sam trener też oczekuje od siebie i od drużyny więcej. Mecz w Białymstoku był zwycięski, ale też z dużą dozą szczęścia. To jest jednak proces i na wszystko potrzeba czasu. Ten zespół też w jakimś stopniu buduje się na nowo, dołączają kolejni piłkarze. Jeśli chodzi o sam styl i jakość, te początki nie są łatwe. Mam wyobrażenie, żeby ta drużyna grała lepiej, lepiej czuła się z piłką, była bardziej zdeterminowana, bardziej proaktywna. Styl jest więc do poprawy, ale jeśli chodzi o punkty, to one się zgadzają" – podkreślił.
"Musimy stworzyć tu coś nowego, ale ze swoim DNA i poczuciem wartości. Chciałbym, żeby był to zespół, z którym każdy w ekstraklasie się liczy. Trudno powiedzieć, ile czasu nam to zajmie, ale wierzę, że niebawem ta drużyna rozkocha w sobie kibiców" – dodał Masłowski.
Szef departamentu sportu poinformował, że Senegalczyk Papa Meissa Ba i Szwajcar Andi Zeqiri nie będą uwzględniani w kadrze meczowej i klub będzie szukał sposobu na rozstanie się z nimi. Z kolei nie ma takich planów wobec Albańczyka Lindona Selahiego.
"Cały czas przyglądam się tej drużynie, obserwuję ją i analizuję. Nie jest tak, że dziś zaczynam pracę w Widzewie i dopiero zaczynam się tym zespołem interesować. Cały czas jesteśmy aktywni na rynku transferowym i nie wykluczamy, że jeszcze ktoś do nas dołączy. Mamy poczucie, że potrzebujemy jeszcze jakichś ruchów. Zespół potrzebuje dostać jeszcze jakichś bodźców w postaci nowych piłkarzy" – powiedział o aktualnej sytuacji kadrowej.
Jak przyznał, piłkarze Widzewa mają zagwarantowane premie za zajęcie na koniec sezonu miejsc 1–8.
"Jeśli w tym przedziale się zmieścimy, to będę usatysfakcjonowany, przynajmniej na tym etapie. Przede wszystkim jednak chciałbym, żeby widać było progres tej drużyny" – zaznaczył.
Widzew w kolejnym ligowym spotkaniu podejmie w sobotę Koronę Kielce.
