W ostatnim meczu 6. kolejki PKO BP Ekstraklasy drużyny z Łodzi i Poznania stworzyły fascynujące widowisko, zakończone w nieoczekiwany sposób. Lech szybko objął dwubramkowe prowadzenie po golach Antoniego Kozubala i Allahyara Sayyadmanesha.
Widzew odrobił straty dzięki trafieniom Karola Świderskiego i Mariusza Fornalczyka. Było nawet wskazanie na rzut karny dla Łodzian w doliczonym czasie, ale to Lech zwyciężył po dużym błędzie Drągowskiego, którego kiks przed polem karnym wykorzystał Luis Palma.
"Myślałem, że nasz pech skończył się w końcówce poprzedniego spotkania, które zremisowaliśmy ze Śląskiem 3:3. Jak się okazuje, bardzo trudna do zaakceptowania i przeżycia jest również końcówka dzisiejszego meczu. Mieliśmy remis w doliczonym czasie i szanse co najmniej na jeden punkt. Tymczasem pada kuriozalna bramka i przegrywamy mecz z bardzo dobrą drużyną" – powiedział Vuković.
Podkreślił przy tym, że nie zamierza obwiniać Drągowskiego za przegraną. Jak mówił Serb, nawet tak bolesne, kuriozalne i brzemienne "sytuacje się zdarzają". Przypomniał krytykom, że reprezentacyjny bramkarz miał bardzo udany początek sezonu i błąd w niedzielnym spotkaniu nie może zachwiać jego pewnością siebie.
"Nie zamierzam obwiniać Bartka ani kogokolwiek innego. Po prostu takie sytuacje też się zdarzają. My też wykorzystaliśmy błąd bramkarza Lecha. Ogólnie to był mecz błędów, których my popełniliśmy o jeden więcej. Uważam, że to wyjście z bramki było niepotrzebne, bo Marcel Krajewski miał futbolówkę pod kontrolą. To była absurdalnie prosta sytuacja, przez którą niestety straciliśmy dzisiaj jeden punkt" – tłumaczył.
Vuković zaznaczył, że mimo bolesnej porażki 2:3 w grze jego zespołu były pozytywy. Przede wszystkim odrobienie dwubramkowej straty w starciu z głównym pretendentem do tytułu.
"Nie jest łatwo wrócić do gry z mistrzem Polski z 0:2. Pierwsza połowa była wyrównana, ze wskazaniem na nas, bo mieliśmy więcej sytuacji. W drugiej połowie zdecydowaną przewagę posiadania piłki miał Lech, ale nie stworzył wielu sytuacji pod naszą bramką, choć po drugiej stronie tych akcji było jeszcze mniej. Jest mi przykro, że tak to się skończyło" – przyznał.
Trener Lecha Niels Frederiksen był zadowolony z wywalczenia trzech punktów oraz postawy swojego zespołu.
"Szczególnie biorąc pod uwagę, że w czwartek zagraliśmy trudny mecz w Europie, a w piątek wracaliśmy do Polski. To pokazuje, że jesteśmy w stanie zagrać ze spokojem dwa spotkania w tygodniu. Podobało mi się to, co dzisiaj widziałem. W drugiej połowie bardzo dobrze naciskaliśmy na przeciwnika, byliśmy wtedy lepszym zespołem. Pierwsza część meczu była bardziej wyrównana, ale patrząc całościowo - podobała mi się postawa mojej drużyny" - powiedział Duńczyk.
Przyznał, że końcówka meczu była bardzo emocjonująca.
"Przed naszym golem na 3:2, gospodarze mieli przyznany rzut karny, jednak już na ławce wiedzieliśmy o braku faulu, spalonym i piłce za linią. Mówilibyśmy o ogromnym błędzie, gdyby VAR nie wyłapał tych wszystkich rzeczy. W tej końcówce towarzyszył nam ogrom, po prostu ogrom emocji" – zaznaczył.
