Burnley - Manchester City 0:1
Obawy pesymistycznie nastawionych kibiców Burnley dotyczące rekordowej liczby bramek strzelonych przez piłkarzy Manchesteru City potwierdziły się już w trzeciej minucie meczu, kiedy Martin Dubravka wybił strzał Rayana Cherkiego na poprzeczkę. Nacisk Citizens zaowocował pierwszym golem zaledwie dwie minuty później, kiedy Jeremy Doku wysłał Haalanda w kierunku bramki, a norweski snajper z łatwością poradził sobie z sytuacją, strzelając lobem.
Gospodarze żałowali następnie niecelnych strzałów Quilindschy'ego Hartmana i Ziana Flemminga. Biorąc pod uwagę, że wynik prawdopodobnie będzie odgrywał dużą rolę w zaciętej walce o tytuł, City nie zwolniło tempa w ofensywie. Nico O’Reilly, Bernardo Silva i Cherki mieli okazję podwoić przewagę Citizens, ale żadnemu z nich nie udało się pokonać Dubravki.
Zamiast tego, przed zejściem do szatni musieli jeszcze podziękować Khusanovowi, którego interwencja w ostatniej chwili sprawiła, że zdezorientowany Flemming przestrzelił. Wyraźnie niezadowolony Pep Guardiola zażądał od swoich podopiecznych większego zaangażowania, a jego przesłanie z ławki rezerwowych niemal przyniosło efekty, gdy Haaland 10 minut po przerwie trafił w słupek.
Poza tym City miało kłopoty w ataku i nie potrafiło przebić się przez obronę Burnley, co dawało kibicom Arsenalu nadzieję, że walka o tytuł jeszcze nie jest stracona. Około 20 minut przed końcem meczu o losach spotkania mógł zdecydować rezerwowy Savinho, ale jego mocny strzał obronił nogami Dubravka.

City naciskało aż do ostatnich minut, ale choć głównym celem były trzy punkty, to w ekipie The Citizens z pewnością pozostaje lekkie rozczarowanie, że nie udało się poprawić wyniku w teoretycznie najłatwiejszym z pozostałych meczów.
Zwycięstwo wystarczyło jednak do awansu na szczyt tabeli, podczas gdy dla gospodarzy porażka oznacza koniec nadziei – po fatalnym sezonie, w którym wygrali tylko jeden z ostatnich 25 meczów ligowych, ich spadek jest ostatecznie potwierdzony.
Inne mecze:
