Arsenal zdobył w tym sezonie 89 punktów, czyli dokładnie tyle, ile Manchester City w poprzednim sezonie, co dało wówczas tytuł mistrza Anglii, a także o trzy oczka więcej niż Obywatele w kampanii 2020/21, co również dało im wtedy mistrzostwo. Teraz to jednak nie wystarczyło, a do triumfu Kanonierom wystarczyłoby zaledwie jedno inne rozstrzygnięcie meczu. Gdzie zatem zgubili kluczowe punkty?
Szli łeb w łeb
Najpierw warto skupić się na całym sezonie obu najlepszych ekip w Anglii, a te były bardzo podobne. Jeśli przyjrzymy się wynikom ligowym obu z nich jasno widać, że miały one bardzo podobne tendecje - słabszy początek sezonu z kilkoma wpadkami i wyśmienita końcówka, w której oba zespoły praktycznie nie traciły punktów.
W 2024 roku Arsenal stracił tylko cztery punkty - wygrał 16 meczów, zremisował bezpośredni mecz z Manchesterem City i przegrał z Aston Villą. Sęk w tym, że Manchester City odnotował bardzo podobne liczby - 16 zwycięstw, zero porażek i trzy remisy - oprócz tego z Arsenalem, były także podziały punktów z Chelsea i Liverpoolem.

Pierwsza część sezonu to jednak straty punktów po obu stronach - Arsenal tylko raz przegrał dwa mecze z rzędu - było to w końcówce grudnia, Manchester City także miał raz taką "serię" - na przełomie września i października.
Kanonierzy zremisowali pojedyncze mecze z mocnymi zespołami, ale Obywatele zachowali się dokładnie w ten sam sposób, ponieważ od 12. do 14. kolejki zremisowali trzy razy z rzędu z Chelsea, Liverpoolem i Tottenhamem.
Mało tego, obie drużyny w ciągu zaledwie trzech dni dość niespodziewanie przegrały wyjazdowy mecz z Aston Villą, gdy w grudniu ekipa Unaia Emery'ego odprawiła dwa najmocniejsze zespoły w Anglii na Villa Park.
Podobieństw w punktowaniu, kryzysach i wejściu na falę wygranych było więc bardzo wiele. Gdzie w takim razie były różnice i gdzie Arsenal zgubił tak ważne punkty?
Niespodziewane porażki w derbach
Często bywa tak, że kluczowe w walce o tytuł są bezpośrednie mecze między rywalizującymi zespołami albo spotkania z innymi mocnymi drużynami z czołówki. W tym sezonie to jednak nie było tak istotne. Obywatele przegrali i zremisowali z Arsenalem, a mimo to wywalczyli tytuł. Oba zespoły regularnie dzieliły się też punktami z Liverpoolem, Chelsea czy Tottenhamem, a do tego przegrywały z Aston Villą, więc notowały podobne wyniki z tymi przeciwnikami.
Kluczem okazały się mecze, które po prostu powinno się wygrać, czyli rywalizacje z dużo niżej notowanymi zespołami w meczach, które mają zdecydowanego faworyta. Sprawę straty przez Arsenal losów mistrzostwa można ukrócić do porażki przed własnymi kibicami z Aston Villą w połowie kwietnia, gdy wyścig o tytuł trwał w najlepsze, ale byłoby to zbyt duże uproszczenie, bo przecież przegrać z czwartą drużyną w tabeli to żaden wstyd i nie aż tak wielka niespodzianka.

Spójrzmy więc na zaskakujące porażki obu zespołów w całym sezonie. Manchester City miał tylko jeden taki wynik - przegrał 1:2 na Molineaux Stadium z Wolves w pierwszej części sezonu. Oprócz tego poległ jedynie z Arsenalem i Aston Villą, czyli bardzo mocnymi rywalami.
Lista porażek Arsenalu jest jednak dużo dłuższa. Z Aston Villą polegli oni dwukrotnie, nie zdobywając z tym przeciwnikiem ani jednego punktu, a do tego przegrali z Newcastle i - przede wszystkim - z West Hamem i Fulham w odstępie trzech dni w ostatnich dniach ubiegłego roku.
To tam Arsenalowi przydarzył się kryzys, który w maju odbił się czkawką i spowodował, że nie mogą teraz świętować zdobycia pierwszego od 20 lat mistrzostwa w historii klubu. To tam Kanonierzy stracili bardzo cennych sześć punktów, z których zaledwie dwa wystarczyłyby, do wygrania tytułu mistrzowskiego.

