Motor Lublin - Jagiellonia Białystok (1:2)
Oba zespoły weszły z impetem w piątkowe spotkanie. Już po dwóch minutach Kajetan Szmyt błysnął centrostrzałem, który zatrzymał się na dalszym słupku Motoru i po nodze Mihaia Popy piłka wróciła na boisko. Moment później główka Jacquesa Ndiaye poszła nieznacznie nad poprzeczką. Już po sześciu minutach Jaga miała kolejną okazję, gdy Kobayashi głową skierował piłkę tuż obok słupka po rzucie rożnym.
W początkowych minutach Duma Podlasia wydawała się przeważać, jednak jeszcze przed upływem kwadransa piłkarze Motoru wyraźnie okrzepli i nabrali wiatru w żagle. To dało efekt, gdy Czubak w 17. minucie wyczuł za krótkie odegranie w obronie i Abramowicz powstrzymał go bardzo ofiarnie. Dobijał jeszcze imponującym skorpionem Ndiaye, lecz Montoya zatrzymał to uderzenie. Jeszcze przed upływem półgodziny Abramowicz zatrzymywał Mateusza Łęgowskiego, który do końca szedł za piłką na ostatnich metrach.
Z optycznej przewagi Motoru nie zostało nic w 33. minucie, gdy prostopadłe podanie Bruno Vitala poszło w pole karne. Nie utrzymał piłki Jesus Imaz, za to dopadł do niej Nik Prelec i niskim strzałem pod słupek wsunął piłkę do siatki gospodarzy. Słoweniec mógł zaliczyć drugiego gola w 44. minucie, gdy dobijał po obronionym strzale Sergio Lozano, jednak główkę posłał nad bramką. Do przerwy Motor już nie miał tyle animuszu, zresztą wyraźnie widać było brak kreatywnego Ivo Rodriquesa.
Mimo to po przerwie Motor wyszedł zdeterminowany i testował gości. Czubak zaczął od niecelnego strzału, za to Ndiaye w 53. minucie instynktownie uderzył po ziemi, a Abramowicz z trudem wypchnął piłkę poza bramkę. 10 minut później golkiper zdusił też strzał Czubaka tuż przy słupku. Stopniowo Jaga odzyskiwała kontrolę nad rytmem gry, kasując kolejne ataki bez strzału. A gdy w 79. minucie Szmyt wycofał na środek do niepilnowanego Lozano, ten mógł zamknąć mecz, lecz uderzył nad bramką.
Niewykorzystana sytuacja mogła strzelca prześladować, bo Motor znalazł odpowiedź w 83. minucie. Makan Aiko wrzucił z lewej flanki na głowę Ndiaye, a ten sprytnie zgrał pod nogi Czubaka. Z pięciu metrów nie mógł się pomylić! Lozano zawziął się jednak i wrócił pod bramkę Motoru zanim kibice gospodarzy zdążyli skończyć świętowanie gola. Kontrę lewą prowadził Szmyt i to on odegrał na środek do Hiszpana, który huknął z dystansu. Piłka po rękach Popy weszła przy samym słupku. Desperackie próby Motoru nie dały efektu i to Jaga wygrywa drugi mecz z rzędu.

Wisła Płock - Widzew Łódź (0:0)
Starcie w upalnym Płocku rozpoczęło się zdecydowanie lepiej dla gospodarzy, którzy już po dwóch minutach mogli oglądać uderzenie tuż obok słupka. To Said Hamulić wykańczał akcję po wrzutce z lewej strony. Ten mocny akcent okazał się wyjątkiem, bowiem to Widzew przejął kontrolę nad rozgrywaniem piłki, uzyskując stałe fragmenty na połowie rywali.
Skupienie na ataku mogło być dla Łodzian kosztowne: po stracie Krajewskiego w 13. minucie Olaf Kobacki wyszedł sam na sam z Drągowskim i tylko minimalny brak precyzji pozbawił go gola – piłka po ziemi wyszła obok słupka. Pod drugą bramką pecha było jeszcze więcej, sam tylko Sebastian Bergier minuta po minucie miał trzy uderzenia, z czego dwa celne. Główkę wyłapał Leszczyński, a po stracie naciskanego Pacheco Bergier sam na sam obił tylko nogę wychodzącego bramkarza.
Jeszcze po wejściu w doliczony czas napastnik Widzewa miał czwartą okazję i znów sam przed bramką nie oszukał golkipera, który uratował Nafciarzy do przerwy, mimo aż 11 uderzeń RTS-u. Mając czyste konto, Wisła próbowała zadać kluczowy cios po zmianie stron. Raz Hamulić spalił przy wyjściu do piłki przed bramką, a gdy w 58. minucie ofsajdu nie było… dał się zatrzymać Drągowskiemu.
W odpowiedzi pod bramką Leszczyńskiego efektowną przewrotką popisał się Kornvig. Piłka poszła tuż nad bramką, jednak do wykonawcy trudno mieć pretensje – w trudnej pozycji był centymetry od celu. Jednak mijające minuty i wprowadzane zmiany nie wpływały na wynik. Widzew dopiero w 86. minucie oddał kolejny celny strzał, lecz Kornvig uderzał wprost w Leszczyńskiego.
Z kolei po wybiciu 90 minut Zan Rogelj huknął z prawie 30 metrów i piłka od poprzeczki wróciła przed linię bramkową. Drągowski byłby bezradny, gdyby futbolówka obiła bramkę milimetry niżej. Nafciarze napierali do końca czterech doliczonych minut, domagali się nawet karnego, ale nic z tego - gola nie było mimo aż 30 strzałów.

