Od 20 sierpnia, czyli prawie miesiąc, czeka Chicago Fire na to, żeby wygrać mecz. Ostatni raz dokonali tego w Orlando, kiedy wygrali 2:1, a wynik meczu z rzutu karnego ustalił Robert Lewandowski.
Kolejne cztery mecze to były remisy z New York Red Bulls, Seattle Sounders, Toronto FC i Interem Miami. Teraz przyszedł czas na porażkę w bardzo ważnym meczu z New England Revolution. Oba zespoły walczą o jak najwyższe rozstawienie przed fazą play-off. Taki wynik sprawił, że drużyna Roberta Lewandowskiego jest na piątej lokacie, a ich rywale na trzeciej.
W pierwszej połowie nie było wielu okazji do gola. Chicago próbowało swoich sił, ale brakowało im pomysłu w ostatniej fazie. Po jednej z nieudanych akcji w 39. minucie znakomitą kontrę wyprowadzili goście. Samuel Rogers przegrał pojedynek jako ostatni obrońca, co znakomicie wykorzystał Dor Turgeman, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie. Do przerwy gospodarze mieli oddane zaledwie trzy strzały.
Gracze Chicago Fire bardzo źle weszli w drugą część meczu i ponownie ze znakomitą kontrą wyszli goście. Znowu duży udział miał Turgeman, który popędził lewą stroną i wyłożył piłkę do wbiegającego Peytona Millera, który podwyższył prowadzenie.

Od tego momentu Chicago zdecydowanie przeważało, ale głównie dlatego, że rywale mieli korzystny wynik. Gospodarze rozegrali znakomitą akcję, która zakończyła się precyzyjnym uderzeniem Marena Haile-Selassie sprzed pola karnego. Miało to miejsce w 62. minucie, czyli było jeszcze sporo czasu na odwrócenie wyniku. Chwilę później ponownie do siatki trafił Haile-Selassie, który wszedł z ławki, ale we wcześniejszym momencie akcji na spalonym był Lewandowski.
W samej końcówce polski napastnik miał na głowie piłkę na remis, ale jego uderzenie obronił Matt Turner. Spotkanie zakończyło się wynikiem 1:2. Cały mecz na ławce rezerwowych spędził David Poreba.

