Jedyną wartą odnotowania sytuacją w początkowej fazie meczu było uzasadnione domaganie się rzutu karnego przez Sevillę w 10. minucie, gdy Juan Iglesias wydawał się być faulowany w polu karnym.
Ostatnio pech nie opuszcza też Valencii, bo Cesar Tarrega musiał opuścić boisko z powodu problemów z mięśniem dwugłowym, a zagęszczony środek pola sprawił, że przez długie fragmenty obie drużyny wzajemnie się neutralizowały.
Spotkanie wyróżniało się raczej brakiem jakości niż czymkolwiek innym – do przerwy nie oddano żadnego celnego strzału, a łączna liczba prób wyniosła zaledwie pięć, w tym nieudana próba z woleja Isaaca Romero, po której piłka poleciała wysoko nad bramką.
Zaskakująco niska skuteczność podań Félixa Correii (35,4%) wśród gospodarzy na szczęście nie znalazła odzwierciedlenia w grze jego kolegów, ale mimo to nie udało się im przed przerwą sforsować walecznej defensywy Valencii.

Zaledwie pięć minut po rozpoczęciu drugiej połowy, znakomity strzał głową Kike Salasa z Sevilli mógł dać prowadzenie, lecz Stole Dimitrievski sparował piłkę na rzut rożny. Po dośrodkowaniu z tego stałego fragmentu gry Lucas Stassin był jeszcze bliżej gola – jego uderzenie głową odbiło się od słupka.
Po upływie godziny Sevilla wyraźnie przejęła inicjatywę, a Youssouf Fofana był kolejnym, który sprawdził czujność Dimitrievskiego – bramkarz dobrze poradził sobie z jego płaskim strzałem prawą nogą. Jednak wkrótce gra wróciła do schematu z pierwszej połowy i kibice obu drużyn nie mieli zbyt wielu powodów do emocji.
David Otorbi w końcówce trafił w obramowanie bramki dla Los Che, a chwilę później Iglesias po dośrodkowaniu z rzutu wolnego strzałem głową dał Andaluzyjczykom kluczowe prowadzenie.
Dzięki temu zwycięstwu Sevilla zachowuje czyste konto dopiero po raz trzeci w 26 meczach w tym roku, a rezultat pozwala jej awansować na trzecie miejsce w tabeli przed pozostałymi spotkaniami weekendu. Dla trenera Valencii Carlosa Corberána to pierwsza porażka w tym starciu od objęcia klubu (2Z, 3R), co tylko pogłębia jego i drużyny obecne problemy.

