Popiwczak, który w poprzednich latach bronił barw JSW Jastrzębskiego Węgla, po raz trzeci w karierze przegrał finał Ligi Mistrzów. Wcześniej dwukrotnie doznał porażki z zespołem z Jastrzębia-Zdroju, najpierw z Zaksą Kędzierzyn-Koźle, a następnie z Itasem Trentino.
"Boli tak samo jak poprzednie dwa razy. Nie ma co ukrywać, myślał człowiek: może do trzech razy sztuka, może kolejna szansa. Kolejny raz zagrać w finale Ligi Mistrzów to jest duża rzecz, przyjeżdża się tu po to, żeby wygrać. Teraz uczucie to gorycz, rozczarowanie jest duże" – przyznał Popiwczak.
W niedzielnym finale w Turynie Zawiercianie w pierwszym secie toczyli wyrównaną walkę z broniącą tytułu Sir Sicoma Monini, jednak w końcówce minimalnie przegrali na przewagi. Dwie kolejne partie zdominował już włoski zespół.
"Myślę, że złamali nas w jakiś sposób w końcówce pierwszego seta. Nie powinno to tak wyglądać, ale z drugiej strony naprawdę trzeba oddać przeciwnikowi, że był po prostu świetny. Nawet w pierwszej partii ciężko ich było złamać, ciężko było coś dostać ekstra, nic nie chcieli dać. Grali naprawdę dobrze, taką fizyczną siatkówkę. Ciężko się było dobić do boiska. Z perspektywy parkietu czuliśmy się, jakby ktoś nam niezłe "lanie" spuścił. Boli to, bo każdy z nas chciał pokazać się w trochę lepszy sposób" – ocenił libero.
Ostatnia akcja pierwszego seta zakończyła się kontrowersją, zespół z Zawiercia długo kłócił się o nią z sędziami. Popiwczak nie sądzi jednak, by miało to wpływ na końcowy wynik spotkania.
"Może jakby można było sprawdzić przełożenie tak jak w PlusLidze, to może ten set nie zakończyłby się w tamtym momencie, ale ogólny obraz jest taki, że wygrał zespół zdecydowanie lepszy. Nie ma co teraz rozważać decyzji sędziów" – podkreślił siatkarz Aluronu.
Zawiercianie w tym sezonie wywalczyli po raz pierwszy w historii klubu mistrzostwo Polski, ponownie zostali natomiast wicemistrzem w LM. Libero uważa, że dwa tak cenne medale to bardzo dobry wynik, mimo porażki w niedzielnym finale.
"Myślę, że gdyby ktoś przed sezonem nam powiedział, że takie dwa medale możemy wylosować, to chyba wzięlibyśmy to w ciemno. Wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i po ostatnim tygodniu (zdobyciu mistrzostwa Polski - PAP) przyjechaliśmy tutaj mocno napędzeni i głodni tego, żeby sięgnąć po drugie trofeum. Natomiast nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Jak się obudzimy następnego dnia, to docenimy to, co mamy" – powiedział Popiwczak, dodając ze śmiechem, że z kolegami co roku powtarzają sobie, że za rok wygrają LM.
