Niedzielne zawody będą pierwszym testem pakietu zmian w F1, którego celem jest ograniczenie wpływu na jazdę energii elektrycznej z akumulatorów. Nowe przepisy techniczne, zmniejszające możliwości ścigania się, jakie Międzynarodowej Federacja Samochodowa (FIA) wprowadziła w tym sezonie, wzbudziły duże zawirowania wśród zawodników. Kilku, m.in. czterokrotny mistrz świata Holender Max Verstappen, zapowiadało nawet możliwość wycofania się z F1.
Problem poruszono w trakcie kwietniowej przerwy w startach podczas kilku spotkań, a władze FIA w pewnym zakresie uznały rację zawodników. Zmiany, wprowadzone podczas wymuszonej miesięcznej przerwy, są następstwem sprzeciwu kierowców niezadowolonych z konieczności wolniejszej jazdy, gdy zamiast się ścigać musieli pilnować stanu naładowania akumulatorów.
Priorytetem jest nadal kwestia bezpieczeństwa, które - w zgodnej opinii kierowców - było zagrożone. Powoduje je m.in. obowiązek zarządzania energią przez zawodnika w trakcie wyścigu. Do tego dochodzi także problem związany ze znacznym spadkiem prędkości bolidów na końcu prostych, gdy akumulator jest rozładowany na skutek braku możliwości gromadzenia energii.
Kierowcy ostrzegali o dużych różnicach prędkości i możliwych poważnych kraksach. Do takiej sytuacji doszło podczas Grand Prix Japonii w marcu, kiedy Brytyjczyk Oliver Bearman (Haas) pędził w kierunku bariery z prędkością 306 km/h, próbując uniknąć zderzenia z Argentyńczykiem Franco Colapinto (Williams). Do wypadku doszło na 22. okrążeniu, a bolid Bearmana uderzył w bandę z ogromną siłą po tym, jak został zaskoczony wolniejszym tempem Colapinto, który ładował baterie. Dlatego ostatecznie wprowadzono limit dodatkowej mocy elektrycznej, tzw. doładowania, przy wyprzedzaniu.
Zmiany nie dają jednak kierowcom większej kontroli nad tym, jak i kiedy wykorzystywana jest większość mocy elektrycznej. Z wyjątkiem opcjonalnego przycisku doładowania do wyprzedzania, w większości innych sytuacji będzie to regulowała elektronika.
Rok temu w Miami zwyciężył Australijczyk Oscar Piastri z ekipy McLarena. Wygrał szóstą rundę mistrzostw świata Formuły 1 i umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej. To było jego trzecie z rzędu i czwarte w sezonie zwycięstwo, a szóste w karierze kierowcy.
W tym roku na torach brylują kierowcy Mercedesa i Ferrari, a zawodnicy McLarena narzekali na nowego regulacje techniczne, który przeszkadzały im w szybkiej jeździe.
Po trzech startach liderem klasyfikacji generalnej MŚ jest Kimi Antonelli - 72 pkt. 19-letni Włoch wygrał wyścigi w Szanghaju i na japońskim torze Suzuka. Dziewięć „oczek” mniej ma jego kolega z teamu Mercedesa, Brytyjczyk George Russell. Mają oni już wyraźniejszą przewagę nad jeżdżącymi w czerwonych barwach Ferrari Monakijczykiem Charlesem Leclerkiem i Brytyjczykiem Lewisem Hamiltonem. Piąty jest broniący tytułu rodak tego ostatniego Lando Norris z McLarena.
