Przeciwko Magdalenie Fręch (44. WTA) ugrała dotąd tylko jednego gema w tourze WTA, ale trudno uznać mecz z Hamburga przed czterema laty za prognostyk, skoro Anna Kalinska (20. WTA) wówczas musiała kreczować. Wejście w sezon na trawie też okazało się dla obu bolesne (tylko po jednym wygranym meczu), jednak to rozstawiona Rosjanka była wyraźną faworytką meczu w Londynie.
"Wpuszczała" Polkę, ale odrabiała straty
Znana z konsekwentnej obrony kosztem ataku Łodzianka rozpoczęła mecz nieźle. Swojego pierwszego gema zapisała bez straconego punktu, a gdy Rosjanka serwowała na 2:1, zgubiły ją błędy skrzętnie wykorzystane przez Polkę. Fręch przełamała po forhendzie rywalki posłanym w siatkę, jednak o potwierdzeniu nie było mowy – błędy serwisowe Polki i efektowny winner ułatwiły Kalinskiej odrobienie strat.
Rosjanka wygrała sześć kolejnych punktów, nie tylko broniąc podania, ale też zwiększając presję na Fręch. Ta odpowiedziała serią po swojej stronie i gema na 3:3 obroniła minięciem rywalki, która często zapuszczała się pod siatkę. Cierpliwość Polki okazała się cenną bronią, gdy ta po drugiej stronie podpalała się i popełniała błędy. W siódmym gemie trzy z rzędu pozwoliły Fręch znów przełamać i tym razem dojrzała gra pozwoliła jej obronić się na 5:3.
Niestety, nie tylko nie zagroziła rywalce przy jej podaniu, ale Kalinska bardzo dobrze atakowała jej serwis i forhendem po linii przełamała na 5:5. Nie pozwoliła zdobyć choćby punktu przy swoim podaniu, za to w gemie Polki ponownie notowała aż trzy błędy, prowadząc do tie-breaka. Zaczął się fatalnie, jednak po mini breaku Fręch znów przyszły błędy Rosjanki, utrzymując równowagę. Gdy Łodzianka nie zdołała przebić piłki otrzymanej na ciało, Kalinska miała ją na widelcu i drugą piłkę setową wykorzystała smeczem.
Pierwszego gema nie udało się odrobić
Po stracie pierwszego seta, Polka wydawała się o krok za przeciwniczką. Choć zaczęła swojego gema otwarcia w drugiej partii nieźle, to straciła go po kąśliwej akcji Kalinskiej, która wydawała się do obrony. Potwierdzenie na 2:0 przyszło błyskawicznie i choć dopiero w trzecim gemie Fręch otworzyła wynik, to jej reakcja napawała optymizmem. Jeszcze lepszy nastrój miała jednak Kalinska, na 3:1 posyłając trzy asy, po raz pierwszy w meczu.
Rosjanka pozostawała agresywna, tyle że dołożyła do tego precyzję, która szwankowała w pierwszej odsłonie. Dlatego Polka coraz częściej zwieszała ramiona – z wielkim trudem obroniła drugiego gema, nie miała szans na odrobienie przełamania i przy stanie 2:4 zepchnięta do defensywy Fręch musiała wspiąć się na wyżyny i po trzech break pointach uratowała się na 3:4.
Nie mogła dojść do głosu w gemie na 3:5, co stanowiło poważny problem biorąc pod uwagę konieczność odrobienia strat. Pewnie wygrany gem na 4:5 był tylko przystawką do gema dziesiątego, na wagę pozostania w meczu. Kalinska wybrała jednak „przemoc”, potężnie odpychając Polkę od linii i ostatecznie pewnie wygrywając mecz.

