W bezpośrednim bilansie przeważał Frances Tiafoe (22. ATP) z czterema wygranymi meczami nad Polakiem. Hubert Hurkacz (99. ATP) w dorobku miał trzy zwycięstwa, ale przed pojedynkiem drugiej rundy w Paryżu nad formą obu widniał wyraźny znak zapytania.
Sprawdź szczegóły meczu Hurkacz – Tiafoe w Paryżu
1:0. Zaczął i skończył asem, ale dopiero po tie-breaku
Wrocławianin ucieszył swoich fanów mocnym serwisem i pewnie wygranym gemem na początek, podczas gdy Tiafoe już w pierwszym gemie zaliczył upadek, dając się zaskoczyć długiej piłce Polaka. Obronił się, a następnie odebrał podanie Polakowi w zaciętym trzecim gemie, gdy nawet dwa smecze nie pomogły utrzymać podania.
Hurkacz był zbyt reaktywny, a to mogło go słono kosztować – rywal z Maryland spokojnie obronił się na 3:1. Na szczęście wkrótce walka na krótkie piłki dała dwa break pointy Polakowi i tego drugiego niepozornym slajsem udało się wykorzystać. Powrót na 3:3 szybko stał się faktem i do końca partii przy swoim podaniu Hubert był nie do ruszenia.
Gdy Tiafoe zmierzał po 5:5 w poszukiwaniu pierwszego gema na sucho, Polak minął go z wyjątkowo trudnej pozycji, potem returnem zapewnił sobie 30:40. Dodatkowo nerwy Amerykanina sprawdziła sędzia Louise Engzell, przedwcześnie wywołując błąd serwisowy. Tiafoe domknął gema, jednak potem nadział się na popisowe cztery punkty serwisowe Polaka.
Konieczny okazał się tie-break, w którym pierwsza większa wymiana dała przewagę 4-2. Niestety, druga taka walka oznaczała minimalny aut Wrocławianina. Set zamieniał się w maraton, ale Hubert zrehabilitował się w kolejnym punkcie, gdy rozkraczony zdołał posłać piłkę idealnie po linii i wywalczył piłkę setową. Dzięki temu wystarczył as na koniec i po 63 minutach można było odsapnąć.
1:1. Historia napisana dopiero w tie-breaku
Druga partia rozpoczęła się bez większej historii – zawodnicy już czuli się nawzajem, a że obaj są mocni przy serwisie, trzymali pewnie gemy. Nerwy zaczęły się dopiero w tym szóstym, gdy Polak wpuścił Tiafoe i oddał break pointa. Na szczęście serwis i dobrze zbudowany atak pozwoliły zneutralizować zagrożenie.
Hurkacz miał z kolei swoją okazję w dziewiątym gemie, którego rozpoczął imponująco. Dotarł do skrótu i zaskoczył rywala zagraniem za plecy. Moment później wyrwał punkt mocnymi odegraniami i wkrótce został nagrodzony dwoma break pointami. Niestety spuścił z tonu i po czterech kolejnych punktach Tiafoe obronił się.
W aż czterech gemach serwisowych Polak nie oddał choćby punktu, jednak konieczny okazał się tie-break. Pierwszy mini break kosztem Huberta pozwolił Tiafoe uciec na 3-0, a przynajmniej tak się wydawało. Wrocławianin obronił się i to on moment później powinien był prowadzić 3-2. Pomylił się w ostatniej chwili pod siatką, co otworzyło wrota do seta rywalowi. Bezbłędnie doszedł do trzech piłek setowych. Przy swoim podaniu Hubert wrócił pewnie z 3-6 na 5-6, jednak po dwóch godzinach Frances świętował wyrównanie.
1:2. Jeden wyraźnie słabszy gem
Trzecia partia zaczęła się od problemów Hurkacza wynikających... chyba z roztargnienia. Dopiero po równowadze 40:40 Polak się obronił, choć początkowo zmierzał do gładkiej obrony podania. Kolejne problemy miał w piątym gemie i tym razem błędy otworzyły drogę do przełamania Amerykaninowi.
By do tych błędów doszło, konieczna była poprawa po stronie Tiafoe, który z każdym gemem coraz lepiej czytał serwisy Polaka i podnosił jakość swoich reakcji. Po przełamaniu nabrał jeszcze pewności siebie i gemem do zera ruszył po zamknięcie seta. Bez żadnego kolejnego zagrożenia dla podających, skończyło się na przekonującym 6:4.
2:2. Hurkacz wrócił znad przepaści, tie-break palce lizać!
Czwarta odsłona meczu od pierwszych punktów wskazywała na rosnącą pewność siebie Tiafoe. Hurkacz dopiero po obronie break pointa wyszedł na 1:0 i choć szukał punktów przy podaniu rywala, to kolejna okazja na przełamanie przyszła znów przy jego serwisie. Zawodnik z Maryland w piątym gemie błyskawicznie wyszedł na 40:0 (z perspektywy returnującego) pięknym uderzeniem w kąt kortu. Dwukrotnie Wrocławianin się obronił, ale za trzecim razem serwis był zbyt płaski, otwierając drogę do wymiany. W niej Hurkacz pomylił się o centymetry i nawet wygrany pewnie kolejny gem serwisowy na 3:4 nie poprawił wyrazu jego twarzy.
Wiedział, że Tiafoe zmierza po wygraną, jeśli nie uda się nadszarpnąć jego pewności siebie. Na 15:30 w kolejnym gemie Amerykanin zareagował popisowo i obronił się. Gem Polaka na sucho tylko odroczył walkę o przetrwanie. Jednak przyszły dwie kolejne okazje i po ponad trzech godzinach Polak przełamał po raz drugi!
Frances nie zamierzał pozwalać rywalowi na rozpęd. Mimo posłania 33. asa Hubert miał ogromne problemy, za to jedenasty gem stał się ucztą dla widzów podrywających się z miejsc raz za razem. Podwójnym błędem Polak dopuścił do break pointów, za to oddalił zagrożenie cudowną wymianą, którą wyniszczył fizycznie rywala. I choć nie miał w tym gemie pierwszego podania, to zamknął go z uniesioną pięścią, a tłum ryknął z radości.
Na trzeciego gema z rzędu nie było szans, dlatego znów rozstrzygał tie-break. Szybka piłka po linii dała Hubertowi mini breaka i tego samego narzędzia użył jeszcze dwukrotnie, uciekając na 4-1. Miękkim skrótem upokorzył Tiafoe przy kolejnym mini breaku, a nieudany rajd Amerykanina do siatki oznaczał serię piłek setowych. Pierwsza wystarczyła, tego serwisu nie dało się odesłać...
2:3. Kiedy wymknął się dziesiąty gem?
Choć Polak wrócił do gry, to dał się wyprowadzić z równowagi jeszcze przed piątym setem. Tiafoe w ostatniej chwili skorzystał z przerwy toaletowej, by zyskać czas na oddech. Polak interweniował u sędzi i supervisora, za to rywal wrócił w pełni skupiony i bez oddania punktu objął prowadzenie.
Hubert nie miał równie pewnego wejścia w seta, a jednak wywalczył nawet break pointa efektowną bitwą na skróty przy siatce i prowadził 30:0 w piątym gemie. Amerykanin wciąż się bronił, jednak zmuszony do biegu wyraźnie tracił energię. Szukał rozwiązań możliwie szybkich, za to utrzymał tenisowy spryt i utrzymywał się w grze.
Hurkacz przekroczył 40 asów, wychodząc na 4:4, ale nie zdołał zagrozić Francesowi w dziewiątym gemie. To oznaczało walkę o przetrwanie, która rozpoczęła się koszmarnie. Po dwóch błędach Polaka rywal miał aż trzy piłki meczowe. Wykorzystał już pierwszą, efektownym krosem kończąc wymianę prowadzoną na granicy sił.

