Ostrzegł także, że wysokie koszty kartingu sprawiają, iż powtórzenie jego drogi z przeciętnego środowiska do F1 jest "mało prawdopodobne, jeśli nie niemożliwe".
Siedmiokrotny mistrz świata, którego kariera rozpoczęła się dzięki pasji i wsparciu ojca, przyznał, że Ferrari będzie konkurencyjne, ale to Mercedes pozostaje zespołem do pokonania.
"Powiedziałbym, że ten tor jest dla nas lepszy niż niektóre inne" - powiedział dziennikarzom, mając na myśli bardzo techniczny tor w Monako. "Nie sądzę, by moc była tu kluczowa. Nasz samochód dobrze radzi sobie przy niskich prędkościach, więc to powinno dać nam przewagę".
41-letni kierowca, który przygotowuje się do swojego 19. startu w Monako, był bardziej poruszony, mówiąc o barierach finansowych, które napotykają utalentowani, ale niedofinansowani kierowcy z przeciętnych rodzin.
Hamilton, pierwszy czarnoskóry kierowca w Formule 1, dorastał na osiedlu komunalnym w Stevenage.
"Znam kogoś, kto ma dziecko, które ma osiem lat i wydaje ponad milion dolarów rocznie" - wyjaśnił. "Kiedy zaczynałem, mój tata wydał około 53 tysięcy funtów (71 tysięcy dolarów) w pierwszym roku. Musiał wtedy ponownie zastawić dom i wykorzystać wszystkie limity na kartach kredytowych".
Stwierdził, że droga do F1 nie jest już otwarta dla wszystkich młodych kierowców.
"Nie chodzi o to, kto ma najwięcej talentu, ale o to, które rodziny mają najwięcej pieniędzy i dają swoim dzieciom więcej szans. Moim zdaniem to idzie w złym kierunku i trzeba znaleźć sposób, by to było bardziej dostępne".
Ojciec Hamiltona, Anthony, pracował na kilku etatach, by sfinansować początki jego kariery, zanim poznali – i później otrzymali wsparcie od – Rona Dennisa, McLarena i Mercedesa.
Przypomniał sobie także wczesne doświadczenie, gdy był kolegą z zespołu kartingowego i przyjacielem Nico Rosberga, który później dołączył do niego w Mercedesie i pokonał go w walce o tytuł mistrza świata kierowców w 2016 roku, gdy razem polecieli na Grand Prix Monako.
"Pamiętam, jak wsiadałem do odrzutowca jego taty i myślałem: 'Nawet nie wiedziałem, że mają odrzutowce.' Potem czekał jeszcze helikopter... To było jak w filmie o Jamesie Bondzie".
Powiedział, że to doświadczenie go zainspirowało, dodając, że pamięta widok z apartamentowca w Monte Carlo, w którym wtedy mieszkali.
Obiecał sobie wtedy, że pewnego dnia on także "będzie mieszkał w takim miejscu".
Teraz mieszka w tym samym budynku i wciąż trudno mu w to uwierzyć.
