Pierwsza kolejka nowego sezonu Ekstraklasy kończyła się w dolnośląskim Lubinie, gdzie Zagłębie podejmowało gliwickiego Piasta. Goście przed rokiem katastrofalnie zaczęli rozgrywki, dlatego nie dziwiło, że na arenie Miedziowych ruszyli natychmiast od wysokiego pressingu.
Sprawdź szczegóły meczu Zagłębie Lubin - Piast Gliwice

To Gliwiczanie dyktowali warunki w pierwszych fragmentach spotkania, co nie dziwiło Leszka Ojrzyńskiego. Jego zespół zwykle pozwala rywalom na rozgrywanie piłki, czekając na swój moment do ataku.
Toczona w niezłym tempie gra rzadko opuszczała środkową strefę, a jeśli już tak się działo, to częściej za sprawą gości. Piast atakował, choć dopiero po ponad 20 minutach doczekaliśmy się celnych strzałów. Zwłaszcza sytuacja Jakuba Łabojko z 25. minuty mogła się podobać – jego intuicyjny wolej mógłby zaskoczyć golkipera, gdyby piłka leciała bliżej słupka niż środka bramki.
Jak się okazało, to był najmocniejszy akcent pierwszej połowy, w której Zagłębie nie dochodziło do głosu. To wymusiło reakcję trenera i aż trzy zmiany w szatni. Wejście Sypka, Kolana i Szabo nie przyniosło oczekiwanego ożywienia – to wciąż goście robili więcej, by umieścić piłkę w bramce.
Dopiero w okolicach godziny Ławniczak i Reguła posłali swoje próby, obie niecelne. W końcu wynik otworzył Jakub Sypek. W 72. minucie to on zamykał akcję na drugim słupku, gdy świetnie z piłką pognał Mateusz Grzybek, a Levente Szabo minął się wślizgiem do piłki. Węgier zaangażował jednak rywali, otwierając Sypkowi bramkę.
Nerwy po stronie gospodarzy wyraźnie puściły, a "Piastunki" miały problem: czas uciekał nieubłaganie, tymczasem ich ostatnim groźnym uderzeniem było to z 25. minuty. Co prawda na 10 minut przed końcem mieli na liczniku już 14 uderzeń, tyle że większość bardzo niecelnych i głównie z pierwszej odsłony.
Zamiast szturmu na bramkę miejscowych, Gliwiczanie musieli zresztą bronić się przed stratą drugiego gola w końcówce. I nie upilnowali "Miedziowych" w 86. minucie, gdy długa, chaotyczna i dość przypadkowa akcja Zagłębia skończyła się wrzutką Sypka na głowę Reguły, który od poprzeczki wpakował piłkę za kołnierz Grila.
Bardzo trudny debiut dla słoweńskiego bramkarza, który nie miał żadnej udanej interwencji, a wcześniej zaliczył kilka błędów bez konsekwencji. Koledzy z pola nie ułatwili ma zadania - goście nie wywalczyli nic w końcówce spotkania. Za to Zlatan Alomerović w bramce Zagłębia debiutuje z czystym kontem.

