Argentyńska impreza jest trzecią eliminacją mistrzostw świata w rajdach terenowych. Pierwszą był styczniowy Rajd Dakar, wygrany przez kierowcę z Kataru, który we wtorek potwierdził swoją klasę. Na krótkim, liczącym tylko 128 kilometrów odcinku specjalnym etapu z San Juan do San Rafael Al-Attiyah o 21 sekund wyprzedził Saooda Variawę z RPA (Toyota).
Po poniedziałkowym zwycięstwie tym razem pech dosięgnął Eryka Goczała, który startuje z pilotem Szymonem Gospodarczykiem. Z powodu kłopotów ze skrzynią biegów załoga Energylandii zajęła przedostatnie, 23. miejsce w klasie Ultimate, ze stratą 14.14 do zwycięzcy. W klasyfikacji generalnej Polacy spadli na dziewiątą pozycję i tracą 11.23 do prowadzącego w rajdzie Portugalczyka Joao Ferreiry (Toyota).
"Przerąbany odcinek. Na 12. kilometrze złapaliśmy dwa kapcie, więc musieliśmy trochę uważać. Gdzieś w środku odcinka straciliśmy czwarty bieg, rozleciała się skrzynia. Nie mogliśmy szybko jechać, ale dobrze, że zdołaliśmy dotrzeć do mety. Strata nie jest duża i będziemy mieli dobrą, dalszą pozycję startową przed kolejnym odcinkiem, który jest kamienisty" - relacjonował na mecie Eryk Goczał.
We wtorek lepiej poszło jego ojcu Markowi, jadącemu z Maciejem Martoną drugą Toyotą Energylandii. Zajęli siódme miejsce, a w klasyfikacji generalnej są na 13. (strata 13.11 do Ferreiry).
"Jest dużo lepiej niż wczoraj, chociaż musimy jeszcze poprawić zawieszenie, bo ten etap mocno odczułem w plecach. Jestem zadowolony, bo nasze tempo cały czas rośnie" - powiedział po etapie Marek Goczał.
W rywalizacji motocyklistów oba etapy wygrał Australijczyk Daniel Sanders (KTM), który zdecydowanie przewodzi stawce. Polacy w tej klasie nie startują.
Rajd zakończy się w piątek.
