Choć jest znana z dominacji w krajowych rozgrywkach, Barcelona Femeni porażką sprzed tygodnia pozwoliła Realowi Madryt dogonić się w tabeli, przynajmniej do czasu sobotniego meczu z Granadą w stolicy Katalonii.
Gospodynie dominowały od pierwszej minuty, ale pierwsze 45 minut potwierdziły zachwianą pewność siebie gospodyń: nie wykreowały żadnej stuprocentowej sytuacji na objęcie prowadzenia. Dopiero po ponad godzinie udało się przełamać impas, gdy Ewa Pajor sprytnie zgrała dalej piłkę od Caroline Graham Hansen i Esmee Brugts musiała już tylko delikatnie trącić piłkę do siatki.
Ósma w tym sezonie Ligi F asysta Polki przyszła jak zbawienie – bo po tej akcji Barca była lżejsza o ciężar presji i mogła spokojnie pracować nad kolejnymi bramkami. Granada pozostawała zneutralizowana ofensywnie, tylko raz sprawdzając Catę Coll.
Za to Barcelonki podwoiły prowadzenie w pięć minut od pierwszego gola, tym razem po asyście Pati Guijarro i trafieniu Graham. Gdyby nie rewelacyjna Laura Sanchez w bramce (aż 12 udanych interwencji!), wynik rósłby szybciej, a ostatecznie skończyło się na 3:0 w 90. minucie, po golu zapisanym zawodniczce przyjezdnych, Teresie Meridzie.
Zwycięstwo oznacza powrót na pierwsze miejsce w krajowych rozgrywkach, a dla Ewy Pajor po ośmiu meczach licznik wskazuje dwa gole i osiem asyst.

