Nawet przed 36. kolejką LaLiga udział w europejskich pucharach dla kilku zespołów może wydawać się miłym dodatkiem do utrzymania w hiszpańskiej ekstraklasie. Każdy weekend zmieniał sytuację, bo jedno zwycięstwo mogło oznaczać awans o kilka miejsc w górę, a strata punktów natychmiastowy powrót pod presję.
Ósmy Real Sociedad ma co prawda na dwie kolejki przed końcem tylko sześć punktów przewagi nad strefą spadkową – jednak ze względu na bezpośrednie mecze między drużynami z dolnych rejonów tabeli już teraz jest pewny utrzymania.
Kluczowy czynnik? Momentum
Ogromne znaczenie ma obecnie momentum, które najbardziej sprzyja Sevilli.
Sevilla poradziła sobie na wyjeździe z Villarrealem, po trzecim zwycięstwie z rzędu uciekła ze strefy spadkowej i awansowała na 12. miejsce. Bohaterem dwóch pierwszych kluczowych spotkań tej serii został weteran Alexis Sánchez, który najpierw zapewnił wygraną z Realem Sociedad jedyną bramką, a przeciwko Espanyolowi zanotował asystę przy zwycięskim golu Akora Adamsa.
Wydaje się więc, że najbardziej utytułowany triumfator Ligi Europy utrzyma się w najwyższej klasie rozgrywkowej. Los Rojiblancos czekają jednak jeszcze dwa trudne mecze – po Żółtej Łodzi Podwodnej zmierzą się kolejno z dwoma zespołami z czołowej szóstki: Realem Madryt i Celtą Vigo. Jeśli jednak podtrzymają dobrą passę z ostatnich trzech spotkań, wciąż mogą teoretycznie myśleć o grze w europejskich pucharach, do których tracą obecnie pięć punktów.
Kolejną drużyną, którą dobra forma wywindowała na 11. miejsce, jest Valencia.
W minioną niedzielę Valencia zaskoczyła Athletic Bilbao i wywiozła z San Mamés komplet punktów, a następnie zremisowała u siebie z finalistą Ligi Konferencji i sąsiadem w tabeli Vallecano. Dzięki temu Los Che pozostają w zasięgu wspomnianego już Getafe.
Valencia przed tymi dwoma wynikami przegrała z Atletico Madryt, ale w ostatnich pięciu ligowych spotkaniach zdobyła osiem punktów, co pozwoliło jej znacząco oddalić się od strefy spadkowej. Nietoperze w końcówce sezonu mogą liczyć przede wszystkim na Umara Sadiqa, który w pięciu ostatnich meczach strzelił aż trzy gole.
Nigeryjski napastnik ma ogromny udział w tym, że dwukrotny finalista Ligi Mistrzów z lat 1999/00 i 2000/01 może myśleć o późnym ataku na europejskie puchary. Zespół z trzeciego co do wielkości miasta Hiszpanii może wrócić do Europy po raz pierwszy od sezonu 2019/20, kiedy występował w elitarnych rozgrywkach.
Odwrotnym przypadkiem jest Espanyol, którego spadek formy jest szczególnie interesujący.
Zespół z Barcelony miał znakomitą pierwszą połowę sezonu, po siedemnastu kolejkach zajmował świetne piąte miejsce. Jednak w 2026 roku czekał na zwycięstwo aż osiemnaście spotkań i dopiero w ostatniej kolejce pokonał Bilbao (2:0). Przed tym przełamaniem w fatalnej serii zdobył zaledwie sześć punktów.
Po 35. kolejce, w której przegrał z wcześniej wspomnianą Sevillą, spadł na 16. miejsce, mając tylko dwa punkty przewagi nad strefą spadkową. Późne przebudzenie w meczu z baskijskim zespołem przyszło naprawdę w ostatniej chwili, ale mimo to z dobrze rozpoczętego sezonu może się jeszcze wyłonić spadek do drugiej ligi, gdzie Espanyol ostatnio grał w rozgrywkach 2023/24.
Siła własnego boiska i godny podziwu opór Levante
Jednym z najbardziej wyrazistych motywów ostatnich kolejek LaLiga są wyniki gospodarzy, zwłaszcza tych z dolnej połowy tabeli, którzy na własnym stadionie ratują sezon. Potwierdza to fakt, że w 35. kolejce żaden zespół walczący o utrzymanie nie przegrał u siebie. Punkty zdobyte na własnym stadionie są więc kluczowe w walce o pozostanie w lidze, a każda strata może mieć ogromne znaczenie w końcowym rozrachunku.
Jedną z drużyn, która niemal perfekcyjnie rozgrywa ostatnie domowe mecze i tylko dzięki temu wciąż może myśleć o utrzymaniu, jest Levante. Zespół z Walencji w sześciu ostatnich spotkaniach u siebie odniósł pięć zwycięstw i jeden remis, dzięki czemu w końcówce sezonu rozpalił nadzieję na pozostanie w hiszpańskiej ekstraklasie. Podobnie jest z Elche, które utrzymuje się na 17. bezpiecznej pozycji dzięki serii sześciu domowych meczów bez porażki.
Na własnym boisku nie idzie natomiast zespołom walczącym o europejskie puchary, czego najlepszym przykładem jest Athletic Club, który w tym sezonie tylko raz wygrał dwa domowe mecze z rzędu – i to na samym początku rozgrywek. To właśnie forma na San Mamés mocno utrudniła Baskom walkę o Europę, a na dwie kolejki przed końcem zajmują 10. miejsce. Klub z Bilbao nie może już realnie myśleć o grze w europejskich pucharach, bo do siódmej pozycji traci cztery punkty.
Idealnej formy przed własnymi kibicami nie ma także Real Betis. Los Verdiblancos, którzy tymczasowo grają na Estadio de La Cartuja, przed zaległą kolejką z Elche wygrali u siebie tylko raz w siedmiu ostatnich ligowych spotkaniach. Mimo to po 21 latach zapewnili sobie udział w Lidze Mistrzów. We wtorek Celta przegrała, a Betis wygrał.

Również 36. kolejka hiszpańskiej ekstraklasy pokazała, dlaczego ten sezon LaLiga jest jednym z najbardziej emocjonujących w ostatnich latach. Różnice w tabeli pozostają minimalne, momentum zmienia się z każdym meczem, a coraz większe znaczenie ma własne boisko.
Kto ostatecznie dołączy do spadającego Realu Oviedo i które drużyny będą jeszcze świętować awans do europejskich pucharów?
