Po stracie punktów z Japończykami, w Houston piłkarze Holandii musieli pokazać się znacznie lepiej przeciwko Szwedom. Ci z kolei zaskoczyli wysoką wygraną w pierwszej kolejce i z mniejszą presją podchodzili do europejskiego pojedynku w Teksasie.
Sprawdź szczegóły meczu Holandia – Szwecja
Ekipa Koemana zaczęła bardzo efektownie, w pięć minut tworząc dwie akcje ofensywne kosztem próbujących się bronić rywali. Sprawdziło się powiedzenie, że do trzech razy sztuka: Brian Brobbey ze środka piłkę przekazał na lewą flankę, a tam Cody Gakpo zapewnił hol aż do ostatnich metrów boiska, skąd wrzucił piłkę przed bramkę. Walczący o pozycję Brobbey świetnie przeciął i otworzył wynik.

Niemal natychmiast prostopadłą piłkę otrzymał Viktor Gyokeres po drugiej stronie i z ostrego kąta odpalił rakietę. Bart Verbruggen nogą wybił na rzut rożny. Na jednej próbie Szwedów się skończyło, ponieważ wysoki pressing Oranje trzymał Skandynawów na ich połowie. Ledwie minął kwadrans i Holendrzy uderzyli ponownie, spokojnie budując akcję przed polem karnym. Z prawej przed bramkę wgrał precyzyjnie Dumfries, a Brobbey tylko trącił ją, by przeszła pod Nordfeldtem i zmieściła się obok słupka.
Szwedzi kompletnie dali się zdominować i dopiero przerwa na nawodnienie dała im oddech ulgi. Wrócili już z nowymi wskazówkami od Grahama Pottera i udało się przeprowadzić parę akcji… bez wykończenia. Yasin Ayari źle przyjmował klatką przed bramką, a Gyokeres machnął się przy próbie uderzenia chwilę później. Poprawił się w 37. minucie rogalem, którego z wysiłkiem wybił Verbruggen.
Impet Trzech Koron rósł i aż dziw, że do szatni zeszli bez gola. Ayari w 41. minucie uderzył nad poprzeczką, a w 44. minucie Lagerbielke zdołał wepchnąć futbolówkę głową do siatki po rzucie wolnym i tylko liniowy odebrał mu radość. Jeszcze w doliczonym czasie Gyokeres i Ayari dobrymi uderzeniami wymuszali jeszcze lepsze parady Verbruggena.
Po zmianie stron wprowadzony za Malena Summerville szybko się przydał, uczestnicząc w akcji na 3:0 już w 47. minucie. Kluczowe było kolejne precyzyjne dogranie Dumfriesa, tym razem kończone na ostatnich metrach przez Gakpo. Ten sam zawodnik świętował drugiego gola siedem minut później, gdy Holendrzy przeszli z piłką całe boisko. Atak na 4:0 zaczął się o tyle boleśnie dla Szwedów, że Isak przed polem karnym w kuriozalny sposób oddał piłkę rywalowi.
Obie drużyny zdążyły już pokazać, że są dalekie od perfekcji w obronie, ale Szwedzi dopiero na pół godziny przed końcem wykorzystali słabości Holendrów. Isak wypuścił Anthony’ego Elangę, który po imponującym sprincie wyszedł sam na sam i zwieńczył atak potężnym uderzeniem na 4:1.
Choć oba zespoły szukały kolejnych trafień, to bez większych efektów. W ostatnie 10 minut spotkania weszliśmy z powietrzem uchodzącym ze Szwedów. Jakby chcąc przywrócić im wiarę, Isak huknął z dystansu w 84. minucie, zatrzymany przez skocznego Verbruggena. Ostatecznie jeszcze jeden gol padł, tyle że znów dla Holendrów. Wprowadzony z ławki Depay i Summerville rozmontowali Szwedów na odchodne, gdy piłkarz West Hamu z 18 metrów zmieścił piłkę pod słupkiem w 89. minucie.

