Po wygranej Radomiaka 2:1 nad Widzewem komentowano głównie grę drugiej drużyny. Naszpikowany gwiazdami łódzki zespół ponownie dał sobie wbić gole w końcówce i spadek staje się coraz bardziej realny. Dla Radomian to było jednak bezcenne przełamanie po pięciu kolejnych meczach bez wygranej.
Trener Bruno Baltazar już po wygranej starał się tonować entuzjazm. Wprawdzie udało się wskoczyć do środka tabeli, ale w szalonym sezonie 2025/26 to wciąż tylko trzy punkty od strefy spadkowej. Przed Radomiakiem pięć bardzo ważnych meczów, poczynając od derbów Mazowsza w niedzielę (12:15) w Płocku, gdzie faworytem będzie Wisła.

Przełamanie pod okiem nowego trenera uwidoczniło jego wpływ na drużynę. Po straconym golu zespół wypełnił jego plan, atakując do samego końca. Tak prowadzenie zespołu przez Baltazara w Radomiu zapamiętano z jego pierwszego pobytu w 2024 roku. Wtedy zawodnikiem „Zielonych” był Raphael Rossi, dziś grający w Portugalii.
"Bruno przyszedł pod koniec sezonu. Pracowaliśmy z nim tydzień i pojechaliśmy na urlopy. Już wtedy słyszałem o nim wiele dobrych rzeczy. Jest bardzo spokojną osobą, która stara się budować pewność w zawodnikach. Z moich trzech sezonów w Radomiu, okres przygotowawczy z nim był bardzo udany. Zespół nabrał jasnej tożsamości i zdołał doprowadzić Leo (Rochę – red.) do skuteczności, jakiej nigdy nie miał" – wspomina dziś Rossi.
To fakt, pod okiem Baltazara Rocha został najskuteczniejszym strzelcem Ekstraklasy, w jednej rundzie zdobywając 11 goli. Dzięki temu trafił do Rakowa, a Radomiak zarobił kilkaset tysięcy euro.
35-letni Rossi został pierwszym piłkarzem w historii Radomiaka, który rozegrał 100 meczów na poziomie Ekstraklasy. I choć z Baltazarem nie pracował długo (obaj odeszli na półmetku sezonu 2024/25), to Brazylijczyk jest przekonany, że klub słusznie postawił na 48-letniego dziś szkoleniowca w celu walki o utrzymanie.
"To odpowiednia osoba do prowadzenia drużyny. Rozmawiałem z prezesem i wysłałem mu wiadomość, że ma idealnego kandydata. On naprawdę chciał wrócić do klubu, gdzie jest powszechnie doceniany. To była prawidłowa decyzja obu stron" – przekonuje Brazylijczyk.

